Cezary Pazura o swoim byłym małżeństwie postanowił opowiedzieć na łamach miesięcznika "Pani". Zapytany o to, dlaczego przed rozwodem nie mówił, że w jego małżeństwie źle się dzieje, wyznał:

Reklama

Jeżeli ktokolwiek cię pyta o męża, czy to jest pierwszy, drugi czy trzeci, nie powiesz oficjalnie: wie pan co, jest do dupy, źle mi się układa, seks mnie nie cieszy, chcę umrzeć, ktoś inny bardziej mi się podoba, nie mam ochoty z tym żyć. Tak miałem powiedzieć?

Aktor wyżalił się także w rozmowie z magazynem "Pani", że ponieważ w momencie zawierania małżeństwa z Weroniką Marczuk nie pomyślał o intercyzie, po rozwodzie stracił znaczną część swojego majątku:

Tamten okres chciałbym wymazać z pamięci raz na zawsze. Zostałem zostawiony dla innego mężczyzny. Koniec. kropka. Pozbawiony wszystkiego, bo wszystko było wspólne. Nie miałem żadnej intercyzy.

Nie obyło się także bez wspomnień na temat głośnego zatrzymania Weroniki Marczuk przez CBA. Pazura wyznał, że był to moment, w którym postanowił walczyć o swoje nazwisko:

Poprosiłem media, żeby w tym okresie nie dzwoniono do mnie z prośbą o komentarz tej afery, bo my ze sobą nie mieliśmy do czynienia już cztery czy pięć lat. Nic oprócz nazwiska. Trzy lata po rozwodzie, a przedtem dwa lata w separacji. No i czytam krzykliwe nagłówki: Pazura w więzieniu, Pazura za kratami, Pazura w rękach CBA. Wisiało to na każdym kiosku. A przecież Pazura to ja. Już dużo wcześniej słyszałem, że ona nic mi nie zawdzięcza, bo gdyby miała innego faceta, być może byłaby szczęśliwsza. Mówię, dobra, jeżeli nic mi nie zawdzięczasz, to dlaczego posługujesz się moim nazwiskiem? Zależy mi na nim, bo pracowałem na nie ciężko wiele lat. I to nazwisko będzie kiedyś nosić moja ukochana żona i dzieci.

Co sądzicie na temat takiego publicznego wywlekania brudów z przeszłości i oskarżeń rzucanych w stronę byłej małżonki?