Kilka dni temu, w podobny sposób, o związku Moniki Richardson i Zbigniewa Zamachowskiego wypowiedziała się Krystyna Janda. Aktorka, która na co dzień pracuje w teatrze z Aleksandrą Justą, byłą żoną Zamachowskiego, opisała dramat jaki przeżywa porzucona kobieta, która na łamach kolorowej prasy obserwuje rozkwit nowej miłości swojego męża.

Reklama

Ewa Minge podziela zdanie Jandy. W znacznie ostrzejszych słowach, projektantka krytykuje entuzjazm, z jakim Monika Richardson opowiada o wielkiej miłości, która połączyła ją i Zbigniewa Zamachowskiego:

Mam dość! Patrzę na kolejne zdjęcia przeszczęśliwej, zakochanej Moniki R. i bierze mnie na wymioty. Bierze retrospektywnie bo nie ona pierwsza i pewnie niestety nie ostatnia czyni szopkę medialną ze swojego szczęścia zbudowanego na łzach i upokorzeniu innej kobiety. Jak czuje się porzucona kobieta, na którą z każdej okładki leje się szczęście i sielanka jej byłego partnera? Ba! Często z gazet dowiaduje się jak, co i kiedy tej drugiej podarował jak był np. jeszcze jej miłym mężulkiem! – pisze oburzona Minge.

Projektantka dodaje także, że Richardson i Zamachowski, powinni poczekać z afiszowaniem się ze swoim uczuciem, by nie zadręczać byłej żony aktora, która i bez tego przeżywa prawdziwą tragedię:

Dramat... mnie uczono, że pewne sprawy trzyma się za zamkniętymi drzwiami... ale po co skoro można uczynić z tego szopkę medialną, pochwalić się całemu światu i podnieść zainteresowanie własną osobą. Ludzie kochajcie się dla siebie, z klasą a nie na potrzeby telenoweli brazylijskiej bo nikt i tak wam nie uwierzy w ten scenariusz lukrowany jeżeli w tle płacze inny człowiek... warto przeczekać z okładkami żeby go po ludzku nie dobijać. Stare powiedzenie "na cudzym nieszczęściu nikt własnego jeszcze nie zbudował.

Zgadzacie się z opinią Ewy Minge?