W środę 10 stycznia w programie TVP2 "Pytanie na śniadanie" wystąpiło małżeństwo, które borykało się z problemem bezpłodności. Razem z nimi w studiu pojawił się także ich roczny synek Nikodem, którego przyjście na świat rodzice zawdzięczają metodzie in vitro. Był także specjalista ds. leczenia niepłodności Piotr Laudański. Katarzyna Cichopek na wstępie wspomniała, że jedna na sześć par zmaga się z tym problemem.

Reklama

Szczerze o trudach rodzicielstwa

Obecni w studiu rodzice dzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z in vitro. — Wiąże się to z wizytami co trzy dni, monitoring cyklu, zastrzyki, różne leki. Człowiek jest też zmęczony psychicznie — tłumaczyła matka chłopca.

Kobieta przyznała też, że prób było kilka i najważniejsze w tym całym procesie było to, że małżonkowie ze sobą rozmawiali i byli dla siebie wyrozumiali.

Zdania internautów o "Pytaniu na śniadanie" są podzielone

Internauci postanowili napisać, co myślą o ostatnim programie śniadaniowym. Niektórzy zauważyli, że po zmianie władzy stał się bardziej otwarty na tematy ważne społeczne. Inni wytknęli Katarzynie Cichopek i Maciejowi Kurzajewskiemu nieszczerość. Byli też tacy, co deklarowali, że nie obejrzą już "Pytania na śniadanie". Zdania widzów są podzielone.

Tematy, które były zabronione przez 8 lat, teraz są prawie codziennie, pary jednopłciowe, in vitro itp. Jak oni muszą być fałszywi. Widać, że zrobią wszystko, żeby tam zostać. Zakłamane Kurzopki — napisała pod postem na profilu programu na Instagramie internautka.