Olek Sikora, który jest prezenterem TVP i jednym z prowadzących "Pytanie na śniadanie" będąc kilkunastoletnim chłopcem musiał zmierzyć się z chorobą swojej mamy.

Reklama

Jak przyznaje nie był to dla niego łatwy czas.

- Z perspektywy minionego czasu, traumatyczne przeżycia traktuję jako artefakt. Wiem, że jest to ważny, bo kształtujący mnie fragment życiorysu. Z drugiej strony nie rozdrapuję tamtych ran. Katowanie się przeszłością jest zmorą każdego. Wolę pochylić się nad lepszym jutrem. Bo tylko taki scenariusz zbliżających się dni staram się rysować w moich oczekiwaniach i wyobraźni - mówi w rozmowie z "Dobrym Tygodniem".

Przyznaje jednak, że mimo takich traumatycznych wydarzeń, dzieciństwo to dla niego synonimem beztroski i szczęścia.

- Głównie dzięki kochającym mnie rodzicom, którym jestem wdzięczny za wpojone mi wartości. A także mojej babci, która odgrywa najważniejszą rolę bezgrzesznych lat. Czasem myślę sobie, że dałbym wszystko, by móc na chwilę wrócić do tego czasu, kiedy razem spędzaliśmy czas w Wiedniu, w którym babcia spędziła większość swego życia. Tęsknie za naszymi spacerami, wspólnymi obiadami, wypadami na basen, wieczornymi pogaduchami. Wtedy liczyło się tylko to. Bez pośpiechu. Bez jakichkolwiek zmartwień - wyznaje.

Reklama