Piotr Jacoń udzielił wywiadu magazynowi "Viva!", w którym opowiedział jak przebiegał proces zmiany płci przez jego córkę.

Reklama

Na okładce gazety pojawił się cytat, który nigdy nie padł z ust Jaconia. Redakcja użyła słowa "syn", co w kontekście transpłciowej Wiktorii jest zdaniem dziennikarza sprzeczne z prawdą.

- To trudny dla mnie post. O Córce. I o pewnym słowie. Udzieliłem wywiadu Vivie!. Rozmowa z Katarzyną Piątkowską była dobra. Wsłuchana. Uważna. Autoryzacja zbiorowa. Rodzinna. Jak zawsze. I wydawało się, że dopilnowaliśmy wszystkiego. Nawet podpisów pod zdjęciami. Nie pomyślałem o jednym: o wzmiance na okładce. Że będzie. I będzie jakaś. Zobaczyliśmy ją już wydrukowaną. Na żadne zmiany nie było szans. Na okładce przypisano mi zdanie, którego nie powiedziałem. Co więcej, w wywiadzie mówiłem coś wręcz przeciwnego - napisał.

Zwrócił uwagę, że pomyłka wyniknęła ze zwykłej niewiedzy.

Ktoś jednak uznał, że o transpłciowości można powiedzieć prościej. Na skróty. Bo ludzie zwykle tak mówią. Tak myślą. (Tu zaczyna się problem ze słowem – którego użyto w tym niby cytacie, a którego ja nie chcę przywoływać, więc będę pisał naokoło...). "Miałem kogoś jakiegoś, mam kogoś innego. Miałem s, mam c (czyli córkę)". Tak wymyślono ten cytat. Bo to wydaje się proste. Nie. Nie jest takie. A to zdanie nie jest prawdziwe. Moja córka nie jest jakimś byłym s. Jest córką. Córką była zawsze – tylko nie od zawsze to wiedziała. Nie zawsze społecznie tak funkcjonowała. I to był jej dramat. Nasz też. Przypominanie tamtej nie jej postaci jest bolesne. Dlatego nie używam słowa na "s". Słowa, które znalazło się na okładce Vivy! - tłumaczył.

Reklama

Po interwencji dziennikarza, redakcja zadecydowała, że tytuł nie pojawi się w internetowej publikacji materiału.

Interweniowałem. Ale wcześniej musiałem uprzedzić Wiktorię. W oczach miała łzy. Autorka wywiadu była roztrzęsiona. Nie ona umieściła niby cytat na okładce. Wiedziała, jak bardzo jest zły. Ale zadbała o to, by okładki z nim nie było w internecie. Redaktor naczelna Katarzyna Przybyszewska-Ornitowska napisała do Wiktorii list. Przepraszała. Obiecała, że przeprosi także w kolejnym wydaniu Vivy! - napisał.

Ktoś czegoś nie wyczuł. Popełnił błąd. Zadał ból. Ale ktoś szybko zrozumiał, że trzeba to naprawić. I co najważniejsze, zrozumieć. Więc może to wszystko miało głębszy sens...? - dodał.