Piotr Jacoń w rozmowie z Mariuszem Kurcem powiedział, dlaczego tak trudno zdobyć publiczny głos ojca transpłciowych dziewczyn.

Reklama

Jego zdaniem wszystko dzieje się z powodu "tej strasznej, patriarchalnej gradacji".

Ojciec myślał, że miał syna. Rozumie pan: s y n a. Ach, jak to brzmi! S y n – duma. Aż tu nagle ten syn mówi, że jest dziewczyną, czyli – jak podpowiada nam patriarchat – kimś jakby gorszym – powiedział dziennikarz.

Jego zdaniem "transmężczyzna to jest w pewnych kategoriach +awans+, transkobieta – +degradacja+!".

Jeśli syn okazuje się córką, to ojciec we własnych oczach staje się kimś innym. Syna nie ma, więc ojca tego syna też jakby trochę nie ma. To wszystko brzmi dość absurdalnie, ale tak to niestety, działa – powiedział Jacoń.

Dziennikarz opowiedział, jak wyglądał coming out jego córki. Okazuje się, że Wiktoria od roku poddawała się badaniom, a gdy pytali o co chodzi, odpowiadała, że "jeszcze jest za wcześnie".

Mieszkamy w Gdyni, Wiktoria studiuje w Warszawie, więc ta kluczowa rozmowa odbyła się przez telefon, na głośnomówiącym. Nie pamiętam dokładnie jej słów, ale musiała powiedzieć, że od dawna źle czuje się w swoim ciele. Musiała powiedzieć, że jest kobietą i używa imienia "Wiktoria". Wspominała o terapii hormonalnej. Niemal automatycznie oboje z żoną od razu weszliśmy w tryb "pełna akceptacja". Zapewniliśmy nasze dziecko o miłości i wsparciu. To była spokojna rozmowa. Gdy się skończyła, oboje się rozpłakaliśmy - opowiedział.