Anna Wendzikowska wybrała się na wakacje, które spędza na Antylach Holenderskich, a dokładnie na prywatnej wysepce "Renaissance Island" należącej do jednego z tamtejszych hoteli.

Reklama

W sieci zamieściła zdjęcie, na którym pozuje z flamingami. To nie spodobało się internautom. Ich zdaniem dziennikarka nie zastanowiła się, dlaczego ptaki są obecne na jednej, prywatnej plaży, na którą wstęp kosztuje nawet 150 dolarów.

Te biedne ptaki mają podcinane skrzydła, żeby ludzie mogli sobie robić z nimi zdjęcia. To jedyna plaża z takimi "atrakcjami" i za dobrą kasę możesz sobie porobić foteczki. Dla mnie niesmaczne i niefajne - piszą w komentarzach.

Flamingi nie "siedzą" na tej Arubie przypadkiem i bynajmniej nie z własnej woli. Ku uciesze turystów przycina im się skrzydła, uniemożliwiając przemieszczanie się w ich naturalny sposób, więc są tam niejako uwięzione. Stąd analogia do delfinarium. W delfinarium ssaki morskie umierają. Odwołanie do świadomej turystyki to nie złośliwość, tylko uwrażliwienie na to, co się przypadkiem promuję - pisze kolejna z oburzonych instagramowiczek.

Te flamingi mają pocięte skrzydła żeby ładnie można było z nimi polować do zdjęć. To jest tylko pod turystów to miejsce zrobione - brzmiał kolejny wpis.