Piotr Stramowski otwarcie przyznaje, że zawsze chciał być popularny.

Reklama

To pierwsze, to łechce ego. Gdy patrzę na siebie i moich kolegów z branży, to jednak większość z nas ma problemy z poczuciem własnej wartości. Zależy nam na tym, żeby ktoś nas docenił i wypełnił braki w naszej samoocenie. No, a jak stajesz się popularny i grasz w filmach, to może cię zobaczyć więcej osób. I to jest drugi powód, dla którego zależało mi na tym, by stać się rozpoznawalnym. Nad spektaklem pracujesz przez kilka miesięcy w pocie czoła, grasz go kilkanaście razy i schodzi z afisza. Nigdzie nie zostaje po nim ślad - mówi w rozmowie z Plejada.pl.

Przyznaje, że dziś ma inne podejście do show-biznesu, niż część jego kolegów.

Nie obrażam się, gdy ktoś nazywa mnie celebrytą. Nie czuję się z tego powodu gorszy. Nie wstydzę się tego. Ale kiedyś tak nie było. Funkcjonowałem w środowisku, w którym panowała opinia, że powinno się grać tylko w ambitnych filmach i że nie można się w żaden sposób sprzedać. Dlatego miałem wrażenie, że jak zacznę chodzić na bankiety, to będzie to negatywnie odebrane - powiedział.

Kto pomógł Stramowskiemu zmienić podejście do show-biznesu?

Przyznał, że w patrzeniu na show-biznes pomogła mu żona, czyli Katarzyna Warnke.

Ale gdy poznałem Kasię, to zaczęliśmy o tym rozmawiać i weszliśmy bardzo głęboko w ten temat. Kasia pokazała mi zupełnie inną perspektywę patrzenia na show-biznes. Wytłumaczyła mi, że jeśli będę nadal skupiony na swojej pracy i dawał z siebie 100 proc. na planie, to popularność nie może mi zaszkodzić. Wręcz przeciwnie. Da mi pewne materialne korzyści, dzięki którym będzie mi się lepiej żyło - mówił.

Jak jesteś sławny, to chcąc nie chcąc, stajesz się produktem i zarabiasz na swoim wizerunku. A ja bardzo się tego bałem. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie - dodał.

Przyznał, że denerwuje go tylko jedno stwierdzenie.

Denerwuję się, gdy chcę pójść na casting do filmu reżysera, którego cenię i z którym chciałbym pracować, ale nie zostaję zaproszony, bo ktoś uważa, że jestem celebrytą z filmów Vegi. Gdy słyszę coś takiego, ręce mi opadają - powiedział.