Szaleniec włamał się do klatki niedźwiedziej gwiazdy berlińskiego zoo. Chciał przytulić Knuta, bo wydał mu się smutny. "Knut to 200 kilogramowy drapieżca, mężczyzna ma szczęście, że żyje" - stwierdziła rzeczniczka policji. Niedźwiedzia trzeba było odciągać od intruza kawałkami surowego mięsa.
p
37-letni mężczyzna przedostał się przez ogrodzenie i chwilę później, z wyrazem przerażenia na twarzy, przez to samo ogrodzenie uciekł. Nie miałby szans, gdyby nie pomoc z zewnątrz. W tym czasie pracownicy zoo jak mogli, starali się, żeby odwracać uwagę misia od intruza. Udało im się. Uratowali życie szaleńca, rzucając Knutowi na pożarcie kilogramy surowego mięsa.
"Mężczyzna twierdzi, że siedzący samotnie na wybiegu Knut musi być strasznie smutny . Dlatego chciał dotrzymać mu towarzystwa" - mówi rzeczniczka berlińskiej policji, Miriam Tauchmann.
Knut jest sam od czasu śmierci jego opiekuna, Thomasa Doerflein'a. Doerflein opiekował się nim od czasu, gdy porzuciła go niedźwiedzia mama. Choć Knut nie jest już oseskiem, a jego futro dawno straciło śnieżną biel, berlińskie zoo zarabia na nim krocie.
Na szczęście dzięki ostatniej, szybkiej akcji ratunkowej, zoo nie ma problemu, jak reklamować czapeczki i kubki z misiem, któryo mało co zjadł człowieka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|