"Tak, dla tancerki duży biust, to rzeczywiście trochę niefortunna sprawa, ale na szczęście ja tancerką nie jestem, tylko tańczę w tym programie" - powiedziała Katarzyna Figura "Faktowi".

Reklama

A przecież dla Figury piękny biust był zawsze nie lada atutem. Obfity, ale jędrny i ponętny prezentowała już jako Mariola Wafelek w roku 1987 w "Pociągu do Hollywood" - z nostalgią wspomina "Fakt". Po tym filmie została okrzyknęta symbolem seksu. Dziesięć lat później, jako Rysia w "Kilerze", w sukni z przepastnym dekoltem wyglądała równie zabójczo - zachwyca się bulwarówka. Ale potem grywała już role, w których więcej było dramatu, a mniej golizny. Dlatego propozycja udziału w rozrywkowym show ją zaskoczyła.

Zanim zdecydowała się na udział, radziła się znajomych, czy to dobra decyzja. Mimo wątpliwości syna Aleksandra i męża Kaia zdecydowała się, bo jak mówi, zawsze lubiła zaskakiwać. "Nie myślałam, że ktoś może wyobrazić sobie mnie jako osobę, która wyjdzie przed wielomilionową publiczność i zatańczy. Tym razem nie odegram dramatu, ale będę cieszyć się radością życia, bo taki jest taniec" - opowiada.

Aktorka nie ukrywa, że najgorzej jest z kondycją. Nigdy w życiu nie chodziła na siłownię i raczej nie dbała o figurę. Kasia Figura to nie wymuskana hollywoodzka gwiazda otoczona tłumem służby, ale Polka z krwi i kości, która musi dzielić czas między trójkę dzieci, dom i pracę - przypomina "Fakt". Czasu tylko dla siebie już nie starczyło. "Taniec okazał się dla mnie szansą, by wreszcie zająć się tylko sobą. Przy tych wielu obowiązkach zaniedbałam siebie, a nagle mam taką okazję, by popracować nad wyglądem" - powiedziała Faktowi". "Jest ciężko, ale sama tego chciałam. To jest niesamowite, że w tym wieku, na tym etapie mojej kariery, nagle w ciągu kilku tygodni mogę tyle schudnąć, a moje mięśnie zaczynają pracować. Kilogramy już lecą, nie widać?" - śmieje się.

Ocen i krytyki się nie boi. "Nigdy nie myślę o tym, co ktoś o mnie powie lub napisze. Gdybym zaczęła o tym myśleć, byłoby bardzo źle, ja muszę robić swoje" - mówi.