Po co aktorzy i piosenkarze biorą udział w TVN-owskim show "Taniec z gwiazdami”? By wygrać Kryształową Kulę, zdobyć większą popularność lub pokazać widzom, że potrafią się zgrabnie poruszać na parkiecie. Ale jeszcze nikt nie powiedział, że robi to dla... żony. A tak właśnie jest z Robertem Janowskim, który dla niej właśnie pragnie nie tyle wygrać, co nauczyć się tańczyć - pisze "Fakt".

Robert Janowski nie musi zabiegać o popularność. Od 11 lat prowadzi w TVP 1 bijący rekordy popularności teleturniej "Jaka to melodia", grał też w wielu serialach. W TVN-owskim hicie "Na Wspólnej" jest złym Robertem Malczewskim, który co jakiś czas pojawia się i miesza w życiu innych bohaterów. Jest też piosenkarzem i prezenterem.

I ten tak bardzo zajęty człowiek od dwóch tygodni poświęca godziny, by uczyć się pląsów pod okiem utalentowanej tancerki Ani Bosak, gwiazdy "You Can Dance". Ale nie żałuje ani minuty. Bo każda zbliża go do celu. Chce tak tańczyć, by jego żona Katarzyna była z niego zadowolona, kiedy razem wyjdą na parkiet. "Nigdy nie umiałem tańczyć i zawsze chciałem się nauczyć" - mówi "Faktowi". "Tymczasem moja żona wspaniale porusza się na parkiecie" - dodaje.

Katarzyna Dańska jest drugą żoną Janowskiego, który z poprzedniego małżeństwa ma syna Makarego (19 l.). Piosenkarz poślubił Katarzynę w roku 2004, po siedmiu latach wspólnego życia. Ślub był cichy, potajemny. Aktor chciał uniknąć rozgłosu, choć ze swojej rodziny jest bardzo dumny. Owocem miłości jego i Katarzyny są dwie córki, Aniela (11 l.) i Tola (8 l.) - pisze "Fakt".

Mimo upływu lat jego miłość do żony nie słabnie. Mało tego - uważa, że wszystko, co go spotyka dobrego, zaczęło się, kiedy Katarzyna pojawiła się w jego życiu. I chciałby, by żona zawsze była z niego zadowolona. Tymczasem, choć się nie skarżyła, wiedział, że na pewno nie uszczęśliwia jej to, że nigdy nie był królem parkietu. Delikatnie rzecz ujmując. Kiedy zaczynali wspólne pląsy, zawsze oczy wszystkich przykuwała jego żona, która z nienagannym poczuciem rytmu poruszała się po sali.

Dlatego, kiedy dostał propozycję wzięcia udziału w siódmej edycji "Tańca z gwiazdami", bez zastanowienia się zgodził. "Biorę udział w programie specjalnie dla mojej żony" - mówi uśmiechnięty artysta.

Treningi są ciężkie, jednak Robert nie traci zapału. "Bolą mnie wszystkie mięśnie, nawet te, o których istnieniu nie wiedziałem" zwierza się "Faktowi". "Jednak wierzę, że czegoś się nauczę pod okiem Ani. A z tańcem jest jak z jazdą na rowerze: nigdy się już tego nie zapomina" - dodaje.

Efekt wyczerpującej pracy Roberta zobaczymy już drugiego marca. Wraz z pozostałymi gwiazdami będzie walczył o główną wygraną. Ale dla samego artysty wystarczającą nagrodą będzie możliwość dorównania kroku żonie - pisze "Fakt".