Swoje dzieciństwo i młodzieńcze lata spędziłam w małym miasteczku Slatinany, 130 km od Pragi. Dom był zawsze pełen. Oprócz mamy i taty była babunia, siostra Zdenou (starsza o 10 lat) i brat Jiri (starszy o cztery lata). Od dzieciaka rodzice bardzo dbali o moje wykształcenie. Biegałam z jednych zajęć na drugie. Było kółko muzyczne, taneczne, zajęcia sportowe i nauka języków obcych. Uczyłam się gry na fortepianie. Czasem z zazdrością słuchałam krzyków innych dzieci, które bawiły się nad rzeką, ja wtedy ćwiczyłam gamy.

Reklama

Mimo wszystko moim przeznaczeniem okazała się jednak piosenka i estrada. Miałam 17 lat, gdy tato wręczył mi zaproszenie na konkurs młodych talentów. Takiej okazji nie mogłam przepuścić. Pojechałam więc do Pragi. To był 27 kwietnia 1964 roku. Zaśpiewałam piosenkę Gershwina "The Man I love" i wygrałam. Do domu wróciłam z główną nagrodą - wspomina w "Fakcie" Vondrackova.

Od razu dostałam mnóstwo propozycji koncertowania i współpracy z czeskimi gwiazdami. Tato jednak postawił twarde warunki. Stwierdził, że kariera musi poczekać, a ja najpierw mam skończyć szkołę i zdać maturę. Chodziłam więc grzecznie do szkoły i przygotowywałam się do matury. W czasie roku szkolnego nagrałam jednak kilka piosenek w radiu. "Czerwona rzeka" stała się moim pierwszym wielkim przebojem.

W czerwcu 1965 roku zdałam maturę. Dopiero wtedy mogłam wreszcie zająć się śpiewaniem. Przeprowadziłam się do Pragi i zaczęłam pracę w teatrze Rokoko. Na początku mieszkałam u ciotki, potem przeniosłam się do mieszkania służbowego, które załatwił teatr. Pracowałam tam trzy lata.

Właśnie w Rokoko poznałam Martę Kubisową i Vaclava Neckara. Razem pod koniec 1968 roku stworzyliśmy trio Golden Kids. Wtedy naprawdę dużo się działo. Jeszcze przed założeniem tria zagrałam w filmie "Szalenie smutna królewna". Ten film to fenomen, zna go już kilka pokoleń. Do dziś puszczają go w telewizji w każde święta. Przez cały ten czas uczyłam sie śpiewu. Za wszystko musiałam płacić sama, więc czasem brakowało pieniędzy, wystarczało tylko dzięki pomocy rodziców. Nie przelewało mi się. Pieniądze miałam tylko na podstawowe rzeczy. Na sukienki, kosmetyki czy obiad w restauracji już brakowało. Radziłam sobie, wypożyczając kreacje z teatru.

Człowiek był wtedy młody, miałam tyle energii i pomysłów, że chciałam robić wszystko.

Dla naszego tria to był dobry czas, sporo koncertowaliśmy, mieliśmy swoich fanów. W 1968 przez miesiąc występowaliśmy w paryskiej Olimpii. Wszystkich zadziwialiśmy naszymi szalonymi kostiumami. Zaczęło mi się lepiej powodzić, sama mogłam kupować sukienki. Niestety, na początku lat siedemdziesiątych wszystko się skończyło. Byłam wtedy na wakacjach w Rumunii. W Czechosłowacji były wtedy trudne czasy. Marta, która zawsze była zaangażowana politycznie, na jednym z takich spotkań zaśpiewała piosenkę o politycznej treści. Na efekty nie czekaliśmy długo. Nasze ukochane państwo zabroniło Marcie działalności artystycznej. Nie mogła śpiewać przez 20 lat, zniszczono jej karierę. Przez jakiś czas śpiewaliśmy razem z Neckarem, ale powoli każde zaczęło iść swoją drogą i zaczęliśmy solowe kariery. W 1969 roku wydałam swój pierwszy album.

Potem przyszły niesamowite lata siedemdziesiąte. Moje życie było jedną wielką podróżą po całym świecie. Zaczęłam żyć na walizkach - wspomina w "Fakcie".