Krzysztof Ibisz z synem Maksem zjeżdżali na nartach w Białce Tatrzańskiej.

Nagle prezenter Polsatu zauważył, że z kanapy wyciągu zsunął się mały chłopiec. Rodzice trzymali dziecko za rękę na wysokości około 20 metrów! Do końca wyciągu było jeszcze kilkanaście słupów, więc na pewno nie daliby rady utrzymać malca dłużej.

Ibisz puścił się błyskawicznie w dół stoku. Chciał zawiadomić obsługę wyciągu, co się dzieje na trasie.

Gwiazdor powiedział "Faktowi":

- Oczywiście zatrzymali wyciąg, ale nie byli w stanie go cofnąć albo podjechać szybko skuterem tam, gdzie to dziecko potrzebowało pomocy, bo go po prostu nie mieli!

Nagle wyciąg... ruszył ponownie! Całe szczęście chwila postoju pozwoliła rodzicom 9-latka wciągnąć dziecko z powrotem na kanapę.

Matka dziecka podziękowała Ibiszowi w liście. Napisała:

- Panie Krzysztofie, ja wciąż nie wierzę, że udało się syna i nas uratować. Nie wierzę chwilami, że to było naprawdę!

Tabloid donosi, że całą sprawą zajmuje się teraz Transportowy Dozór Techniczny w Krakowie.

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Małgorzata Foremniak rzuciła faceta"