To było w 2004 roku. Do ślubu potrzebny był akt urodzenia Britney. Piosenkarka zadzwoniła wiec do matki, by czym prędzej go wysłała kurierem. Kiedy paczka doszła, Britney zaczęła przeglądać dokumenty. "Nagle zbladła. Okazało się, że nie ma tam imion rodziców" - opowiada jej znajomy. Ani Lynne, ani Jamiego. A to oznacza, że była adoptowana.
Britney wtedy i tak wyszła za mąż, tylko po to, aby kilka godzin później żądać rozwodu. Kilka dni poważnie rozmawiała ze swoją matką, która potwierdziła, że Britney nie jest jej
biologicznym dzieckiem.
"Nie miała serca mówić jej o tym wcześniej" - wyjaśnia przyjaciel rodziny. "Akt urodzenia był jedynym sposobem, aby się dowiedziała. Wątpię, czy kiedykolwiek jej
wybaczy. Może to dlatego mają teraz tak trudne stosunki".
Jednak czy to prawda, wie tylko Brit i jej matka. Bo na jej temat pojawiło się już tyle najrozmaitszych plotek, że trudno wierzyć we wszystkie.