James Kemp, młody ministrant z kościoła św. Jana Chrzciciela, z angielskiego Loughton, przeżył scenę jak na rysunkowym filmie dla dzieci. Porwała go lina od dzwonu i wbiła w sufit. Chłopiec spadł na ziemię z wysokości kilku metrów, ale nic mu się nie stało.
"To było jak skok na bungee" - opowiada matka chłopca. O dziwo, nic się dzieciakowi nie stało. Trafił co prawda do szpitala i resztę tygodnia musi spędzić w łóżku, ale ma tylko kilka siniaków.
Wszystko przez to, że James Kemp waży trochę za mało. Gdy pociągnął za linę, ta odbiła i ostro ruszyła w górę. A zaskoczony chłopak nie puścił sznura. Zdjął ręce z liny dopiero, gdy uderzył w sufit.
Teraz tylko narzeka, że nie będzie mógł dzwonić na niedzielnym weselu. Bo jego rodzice nie zamierzają zabronić mu być dzwonnikiem. W końcu wielu ludzi uprawia niebezpieczne hobby.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|