Pewna Nowozelandka z płaczem wbiegła na komisariat w mieście Napier. I zgłosiła, że ktoś ukradł jej... wiaderko z marihuaną, którą sobie wyhodowała.
Błagała funkcjonariuszy, by złapali złodzieja, który upatrzył sobie jej sadzonki. Bo to nie był pierwszy raz, gdy ktoś ukradł jej najpiękniejsze sadzonki, nad którymi spędziła wiele czasu, by ładnie i zdrowo rosły.
Policjanci obiecali, że zajmą się złodziejem. Ostrzegli tylko kobietę, że jeśli udowodnią, że kradzież upozorowała, a konopie tak naprawdę sprzedała, to grozi jej areszt. Nowozelandka przyrzeka jednak na wszystkie świętości, że ona tylko hoduje zioło na własny użytek i nie ma zamiaru łamać prawa, sprzedając go.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|