Jim Carrey ma chyba naprawdę poważny problem, albo po prostu nikt już nie rozumie jego dowcipów. Podczas kręcenia jednej ze scen do filmu "Fun With Dick and Jane” Carrey postanowił trochę poimprowizować.

Gdy tylko rozległ się głos "scena 23!” Jim nie namyślajac się wiele, rozpiął rozporek i zaczął... sikać wszystko dookoła. Osłupiała ekipa filmowa nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Tymczasem Carrey był z siebie bardzo zadowolony.

Efekt tych wygłupów jest jeden: coraz mniej reżyserów i producentów decyduje się na współpracę z tym ekscentrykiem, który w środowisku ma opinię kompletnie nieprzewidywalnego. Jeszcze parę takich wyskoków i aktor będzie chyba musiał zmienić zawód.