Dzielne psy pilnujące sadu w malezyjskim Kampung Pogoh spotkały na swojej drodze najgorszego z możliwych włamywacza. Jak donosi "New Straits Times", między owocowe drzewa dostał się siedmiometrowy pyton. Wąż jeden po drugim kolejno pożerał wszystkie psy.
Tajemnica zniknięcia 11 psów okazała się dramatyczna. Mordercą okazał się mierzący ponad 7 metrów pyton. Potrzeba było sześciu mężczyzn, by utrzymać
ważącego 70 kg (w tym zjedzone psy) i szerokiego na 60 cm węża. "Byłem mocno zszokowany, jak go zobaczyłem. Był wielki i wypchany moimi psami, tak objedzony, że nie mógł się
ruszać" - opowiadał gazecie właściciel sadu, 35-letni Ali Yusof.
Pyton-psi zabójca nie został zabity, tylko przywiązany do drzewa. Skrępowany czekał na pracowników ogrodu zoologicznego, którzy, jak rasowego przestępcę, wsadzą go za kratki.
Pyton-psi zabójca nie został zabity, tylko przywiązany do drzewa. Skrępowany czekał na pracowników ogrodu zoologicznego, którzy, jak rasowego przestępcę, wsadzą go za kratki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl