Koreański artysta Hyungkoo Lee swoim Animatusem właśnie udowodnił, że szokować można nawet znanymi bohaterami filmów animowanych. Spod jego ręki wyszły szkielety z kreskówek Disneya i Warner Bros, m.in. struś pędziwiatr, królik Bugs i myszka Miki.
Od bielejących kości kaczora Donalda trudno odwrócić wzrok. Bo choć wygląda to nieprzyjemnie, niewątpliwie fascynuje. Dwuwymiarowe postacie, które były dotąd jedynie barwnymi kształtami
wprawianymi w ruch sprawną ręką animatora, stały się teraz jakby bardziej ludzkie. A pokazanie wnętrza, dosłownie, postaci istniejących dotąd jedynie na filmowych taśmach, sprawia, że
zyskują duszę - przynajmniej tak tłumaczy swoje prace sam artysta.
Animatus, łacińskie słowo, od którego wywodzi się termin animacja, oznacza pierwszy oddech życia, jaki ciało matki przekazuje zarodkowi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl