Każdy facet zawsze marzył, by być taki jak Bond. Piękne kobiety, szybkie samochody. Żyć nie umierać. Okazuje się jednak, że nowy agent 007 nie jest taki męski, na jakiego wygląda. Bo do scen miłosnych potrzebował dublera.
Daniel Craig bał się, że fani będą się śmiali z jego nieudolnych igraszek. Dlatego reżyser kazał zatrudnić kaskadera. A ten spisał się na medal. I wszystkie filmowe sceny wyglądają tak, jakby z panienkami zabawiał się prawdziwy agent Jej Królewskiej Mości.
Craig odbił sobie frustrację we wszystkich scenach akcji. Bo bał się, że jak cały film zagra za niego kaskader, to fani uznają go za ciapę, niegodną bycia agentem 007. Dlatego sam bił się, czy skakał z okien.
Jak te sceny wyszły, przekonamy się już 17 listopada, gdy nowe przygody Bonda - "Casino Royale" - trafią do polskich kin.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|