Potrafi zgrać internet na dyskietkę, a jego kopniak z półobrotu to najstraszliwsze narzędzie zagłady. Ostatnio pojawił się w Iraku. Tyle że Chuck Norris tym razem nie walczył z islamistami, a jedynie podnosił morale amerykańskich żołnierzy.
Nie było po nim jednak widać tego twardziela, przez którego na Marsie nie ma życia i który codziennie kąpie się w lawie. Żartował z żołnierzami, rozdawał autografy i dawał się fotografować.
A o co prosili go marines? Pewnie, by skończył tę wojnę kilkoma celnymi kopami z półobrotu. A Chuck nie powiedział "nie"...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|