Nikt nie wie, co napadło Rodneya McMillena. Ni z tego, ni z owego, w skromnym wdzianku, wparował w nocy do apartamentu pewnej kobiety w mieście Convington. Tak hałasował, że kobieta od razu się obudziła. Gdy zobaczyła włamywacza, podniosła raban. Spłoszony nagus wyskoczył przez balkon i czmychnął w krzaki. Policja przyjechała po chwili. Roboty jednak wiele nie miała, bo okazało się, że włamywacz zostawił kamerę.
Nagranie przedstawiało przygotowania do napadu, czyli... zakładanie rzemyka na biodra, no i sam napad. Jednak na końcu kasety było kilka scenek rodzajowych z życia rodziny McMillena. Kilku jej członków było już znanych policjantom i tym tropem dotarli do włamywacza. Policja nie kryła zdumienia. "To bardzo, bardzo dziwaczna sprawa" - skomentował Steve Hensley, szef miejscowej policji.