>>>Szczypińska przywiozła z urlopu tatuaż

Reklama

>>>Janusz Palikot nago na pomoście

>>>Szymanek-Deresz - wakacyjna twarz SLD

Wakacyjne wpisy na blogu posła Palikota, tatuaż w kształcie róży posłanki Szczypińskiej czy porady z zakresu ogrodnictwa Jolanty Szymanek-Deresz łączy jedna cecha wspólna - polityczny Big Brother. Chodzi o to, żeby pozwolić ludziom wejść do swoich domów, pokazać, że jest się zwykłym człowiekiem, którego da się lubić.

Celem PR-owym jest nawiązanie tzw. domowej relacji, tak jak domownicy domu Wielkiego Brata zapraszają do oglądania swojego życia w zamknięciu, tak politycy za sprawą odkrywania swoich sfer intymnych, typu tatuaż nad kostką, goły tors czy opalanie nago na pomoście, wysyłają sygnał - zobaczcie, wybraliście kogoś z was.

Aleksander Kwaśniewski miał nieco inny styl potwierdzania swojej swojskości, pt. "zobaczcie, piję jak wy. Potrafię się bawić i relaksować, jak wszyscy inni, a zatem jestem normalnym człowiekiem."

Z czego wynika ta chęć pokazania się od strony domownika? Dzieje się tak dlatego, że cała klasa polityczna ma jeden negatywny PR. Za słowem "polityk" idą same złe skojarzenia i aby z tym walczyć, trzeba pokazać niepolityczną swojskość. A ta pojawia się właśnie w postaci politycznego Big Brothera. Im mocniej widzimy siebie w danym polityku, tym chętniej na niego głosujemy. Oto cała filozofia.

Żyjemy w epoce medialnej, gdzie nie wartość merytoryczna się liczy, ale PR. Można tutaj zaryzykować stwierdzenie, że istnieje tylko wizerunek, a pod nim nie ma nic. W tym wypadku nawiązać można także do definicji celebryty - człowiek znany z tego, że jest znany.

Bo z czego politycznie jest znana pani Jolanta Szczypińska czy Wojciech Olejniczak? Mało kto odpowie na to pytanie. Udowadnia to tezę, że ważny jest tylko wizerunek.