Dialekt Glasgow, zwany Glaswegian, jest mieszanką mowy, którą się posługiwali irlandcy imigranci pracujący w dokach, szkockiej wersji języka angielskiego zwanej scots i samej mowy Szekspira (oczywiście ze szkockim akcentem).
James Lillis jest kierowcą autobusu od 30 lat. Nauczył się podstaw polskiego, by móc pomagać swym kolegom, którzy nawet jeśli znają angielski, mają trudności ze zrozumieniem pasażerów kupujących u nich bilety. Zwykli ludzie zwracają się do nich w lokalnej gwarze, nie wiedząc, że mają do czynienia z cudzoziemcami. A zrozumienie Glaswegian może wcale nie być proste.
Co dziesiąty kierowca autobusu w Glasgow jest cudzoziemcem. Większość z nich pochodzi z Polski, ale są też Czesi, Słowacy, Węgrzy. "Gdy nowi pracownicy przyjeżdżający do Szkocji zetkną się z glasgowiańskim, mogą się czuć zagubieni. . Znajomość języka może zwiększyć ich pewność siebie w pracy, ale też w codziennym życiu” - mówi James Lillis.
Specyficzna wymowa dialektu glasgowiańskiego stała się tematem wielu skeczy angielskich i szkockich komików. Jeden z nich, Stanley Baxter, lubuje się w tego typu numerach. W jednym z nich przychodzi do małego sklepiku i pyta się sprzedawczyni: „Izata marra on yer barra Clara?”, czyli „Czy to dynia leży na tym wózku, Klaro?, albo prosi ją o funt masła dla matki słowami „Geeza punna burra furra murra”. Teraz w podobne gierki słowne będą mogli się bawić z pasażerami kierowcy autobusów z Glasgow.