Teraz jest rozrywany. Gra w "Kryminalnych", za chwilę zobaczymy go w nowym serialu "39 i pół". Ale nie zawsze tak było.

Reklama

W latach 90. Tamasz Karolak, wówczas nikomu jeszcze nieznany student, rozpoczynał w stolicy życie na własną rękę. Choć cztery razy zdawał do szkoły teatralnej, nigdy nie wątpił, że aktorstwo jest tym, co naprawdę chce robić. Zaraz po skończeniu szkoły średniej z rodzinnego Radomia przeniósł się do Warszawy. Mógł liczyć na wsparcie rodziców, ale uparł się, że będzie samodzielny - opisuje bulwarówka.

"Stać było ich na to, żeby finansować moje studia. Nie miałem jednak sumienia brać od nich pieniędzy" - wspomina Karolak. Młody, dobrze zbudowany, z głową na karku, znalazł zatrudnienie w jednej z warszawskich agencji ochroniarskich. "Na początku lat 90. plagą Warszawy były kradzieże samochodowe. Obstawiłem osiedle przy ulicy Ostrobramskiej i ścigałem tych złodziejaszków" - opowiada z dumą aktor.

"Brakowało mi czasu na sen. W nocy pracowałem, a w dzień biegłem prosto na uczelnię. To była bardzo męcząca robota" - wspomina. Choć nie było łatwo, dopiął swego. Zarabiał, wynajął mieszkanie. Jak mówi, wreszcie mógł żyć w miarę normalnie.

Aż przyszły lepsze czasy. Od 2005 roku oglądamy go jako Szczepana Żałodę w "Kryminalnych". "Gram poczciwego policjanta, który ma dobre serce. Potrafi się jednak bronić i łapać bandytów" - mówi aktor w rozmowie z "Faktem".

Tomasz Karolak nie żałuje dziś tamtych lat spędzonych w mundurze. "Na tym polega aktorstwo. Gdy coś cię spotyka, powinieneś umieć odtworzyć te emocje na planie" - przekonuje.