Smutny kondukt, płaczący przyjaciele, wszyscy ubrani na czarno i pompatyczne mowy. Takiego pogrzebu nie chce Paul McCartney. W jego ostatniej drodze ma być pełno śmiechu i dowcipów.
Klauni, głupie dowcipy, setki baloników. Do tego pewnie kolorowa trumna, a zamiast karawanu odjazdowa bryka. Eks-Beatles wyznał, że nie chce, by jego znajomi martwili się tym, że go już nie zobaczą. Mają za to pamiętać, co dał światu i mile wspominać chwile z nim spędzone.
Do tego ktoś musi grać na gitarze, ukochanym instrumencie McCartneya. Gwiazdor uważa, że to dzięki niej rozładowuje wszystkie stresy, a gdy zaczyna grać, czuje się jakby był w innym świecie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|