"Irytują mnie faceci dotknięci syndromem Piotrusia Pana, którzy mają po czterdzieści parę lat, dwie żony w plecy, botox w ustach i farbowane włosy. Zamiast wychowywać własne dzieci i emanować życiową powagą, wolą szwendać się po imprezach w poszukiwaniu wrażeń - jak wtedy, gdy byli małolatami. To jest marne" - powiedział Marcin Prokop w magazynie "Show".

Reklama

Czy mężczyzna z powyższego opisu nie przypomina wam kogoś? Naszym zdaniem nawet nie tyle przypomina, co po prostu jest to opis Krzysztofa Ibisza - wypisz, wymaluj. Wniosek taki: Marcin nie lubi Krzysia.

Oglądając program "Mam talent" można by z kolei pomyśleć, że Marcin nie lubi także Kubusia. A tu niespodzianka. Wygląda na to, że docinki słowne obu panów są tylko wymysłem reżysera programu, bowiem panowie dobrze się znają i jak donosi "Super Express" wypili razem niejedną butelkę wódki. Nie są może przyjaciółmi, ale kolegami owszem. Jedyną rzeczą, która irytuje Marcina w związku z Kubą, jest to, że próbuje się z go nim porównywać, a ciągnie się to od pamiętnej edycji "Idola", w której Marcin zajął miejsce Kuby. Tak o tym mówi w "Show":

"Kiedyś już próbowano stworzyć ze mnie Kubę bis, rewolwerowca strzelającego puentą z biodra. To był chybiony pomysł, a ja słabo się w tym czułem. Mam temperament gościa, który lubi mówić, ale bardziej lubi słuchać, a Kuba jest telewizyjnym perpetuum mobile - w swoim programie potrzebuje gości wyłącznie jako oprawy własnej osoby. Próby zestawiana nas sprawiają, że wysoko unoszę brwi. Bo nie widzę podobieństwa".

Nas też dziwią takie porównania, bo również nie znajdujemy podobieństwa.