Pewna babcia musiała być bardzo przejęta nadchodzącym lotem. Bo przechodząc na lotnisku w Los Angeles przez kontrolę bagażu... wsadziła swojego miesięcznego wnuczka do prześwietlenia. Tak, jakby był jedną z walizek.
Obsługa lotniska zdębiała, widząc "bagaż" staruszki. Bo zamiast szczotki do zębów czy lusterka, ich oczom ukazały się kontury dziecka.
Małego czym prędzej zabrano do szpitala, gdzie lekarze przebadali go, czy aby nie został zbytnio napromieniowany. Jednak na szczęście dawka promieni rentgenowskich nie była zbyt wielka i niemowlak z babcią mogli wyruszyć w podróż. A obsługa lotniskowa, po chwilach grozy, wróciła do normalnego trybu pracy. I uznali całe zajście za niewinną pomyłkę niedoświadczonego pasażera.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|