Dziennik Gazeta Prawana logo

Farrell: Koniec z chlaniem i ćpaniem

6 czerwca 2010, 11:47
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Farrell Koniec z chlaniem i ćpaniem
Farrell Koniec z chlaniem i ćpaniem/Inne
"Koniec z alkoholem, narkotykami i durnym życiem" - odpowiedział Colin Farrell na pytanie, jak odmieniła go Alicja Bachleda-Curuś. "Zakochałem się w prymusce, która mówi pięcioma językami i pisze wiersze" - wyznał, gdy wraz z partnerką udzielali wywiadu. Dodał, że już nie klnie.

Wielka metamorfoza Colina Farrella za sprawą Alicji Bachledy-Curuś i jego "nawrócenie" z enfant terrible na miłośnika domowego ogniska - to wiodący temat wywiadu, jaki ukazał się z parą aktorów na łamach weekendowego magazynu dziennika "Corriere della Sera" - "Io donna".

Cover story najnowszego wydania pisma opatrzono następującym nagłówkiem: "Koniec z alkoholem, narkotykami i durnym życiem. Zakochałem się w prymusce, która mówi pięcioma językami i pisze wiersze".

"Przestał pić i przeklinać. Chodzi do siłowni z osobistym trenerem i je warzywa. Dosyć kłopotów - przyrzeka Colin Farrell" - podkreślono we wstępie do wywiadu, przeprowadzonego z obojgiem w hotelu w Beverly Hills. Na łamach "Io donna" autorka wywiadu zauważyła, że Alicja Bachleda-Curuś obiecuje jeszcze bardziej zmienić Farrella. On sam zaś przyznał: "moje życie się zmieniło, na lepsze". "Bajki są prawdziwe" - dodał.

Zapytany o narodziny syna odparł: "powinienem czuć się bardziej zmęczony, ale tak naprawdę wcale nie jestem". "Nic nie robiłem przez osiem miesięcy, odkąd urodził się Henry, a tymczasem nagromadziłem energię".

"Życie jest piękne, a ja jestem wielkim szczęściarzem: jestem ojcem, mam pracę, którą lubię, mam dwóch wspaniałych synów. Rezygnacja z upijania się i tych wszystkich kłopotów to było coś najważniejszego, co sam dla siebie zrobiłem" - stwierdził Farrell.

I wyznał: "nadal chodzę spać o świcie, ale kiedy się budzę, prowadzę zdrowszy tryb życia".

Na pytanie o to, czy przestał przeklinać, odpowiedział, że "zmniejszył częstotliwość".

Colin Farrell powiedział, że gdyby był sam, mieszkałby w Dublinie, a nie w Los Angeles: "Czasem decyzje zależą od dzieci. Jeśli ma się dwoje dzieci, które tu są razem ze swoimi matkami, to oczywiste".

Opowiadając o spotkaniu z Alicją Bachledą-Curuś na planie filmu "Ondine" podkreślił: "W czasie zdjęć byliśmy z Alicją tylko przyjaciółmi. Spędzaliśmy, to prawda, sporo czasu razem".

"Nadejdzie dzień, kiedy nasz syn Henry będzie mógł obejrzeć ten film i dowiedzieć się, gdzie i jak mama i tata się poznali. Mam tylko nadzieję, że tego dnia nie wyda mu się to idiotyczne" - zażartował.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj