Jego mama pochodzi z Poznania, tata, który w Polsce studiował medycynę z Ghany. Samuel Palmer, grający Sama w "Barwach szczęścia" spędził dzieciństwo w stolicy Wielkopolski, brał nawet udział w konkursie gwary poznańskiej. W 1996 roku wyjechał do Afryki, gdzie skończył szkołę średnią, a później na studia ekonomiczne do Bostonu. Zdecydował się jednak wrócić do Polski na "próbne" trzy miesiące i został... Nie wystarczyła mu jednak praca w międzynarodowej firmie, spróbował swoich sił w programie "Szansa na sukces" i dotarł do finału. Później zdecydowała się na zdjęcia w agencji aktorskiej i tak się zaczęło...

Od razu trafiłeś do drugiego etapu castingu do "Barw szczęścia"...

Byłem wówczas w Nowym Jorku, kiedy zadzwonił telefon, że mam tę rolę! Dziś, nie mogę się wręcz doczekać kolejnego dnia zdjęciowego! To dla mnie niesamowite przeżycie, zwłaszcza, że to całkiem inny świat. Sfera medialno - aktorska to dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie. Również mentalne; wszystko to, czym zajmuję się zawodowo na co dzień, w świecie kamer nie istnieje…

Jak wspominasz pierwszy dzień na planie?

Pamiętam, że kiedy kamera ruszyła, nie wiedziałem, w którą stronę spojrzeć! Nie wiem dlaczego, ale jakoś podświadomie czekałem na "przeszkolenie orientacyjne". A tu od razu - skok na głęboką wodę! 10 scen, bardzo emocjonalnych, w duecie z Kasią Glinką - dziś już wiem gdzie mam patrzeć, jak omijać kamerę wzrokiem i co znaczy "dubel klasyczny"!

Nie miałeś kłopotu z wyjściem z "menedżerskiego uniformu"?

Trochę tak… dlatego biorę "korepetycje" u zawodowego aktora, który pomaga mi uzewnętrznić emocje; mój bohater ma przecież do zagrania całe ich spektrum!

Gdybyś spotkał Sama, swojego bohatera, w prawdziwym życiu, polubiłbyś go?

Na pewno potrafiłbym się z nim dogadać. Jest inteligentny, energiczny, przedsiębiorczy. Ale chciałbym zaszczepić mu nieco więcej swobody i luzu.

A wobec Kasi chciałbyś w nim coś zmienić?

Więcej stanowczości, mniej "umizgów". Od zawsze wiadomo, że kobiety wolą "trudnych drani".

Jaki jest więc plan Twojego bohatera w walce o serce Kasi?

Postawić wszystko na jedną kartę. Sam będzie starał się jej pokazać, że jest bardzo konkretnym facetem. Wykonał już wielki krok w jej kierunku: wręcz z dnia na dzień zdecydował się przenieść z Londynu do Polski. I to z całą firmą. Teraz ma zamiar iść tym "tropem" i udowodnić jak bardzo mu na niej zależy.

Wcześniej jednak nie odzywał się do niej przez trzy miesiące…

Chciał zapomnieć. Poza tym jego milczenie było odpowiedzią na wątpliwości Kasi. Dziś, gdy zrozumiał swój błąd, stosuje wobec niej metodę "jedna róża za każdy dzień życia bez ciebie". Obsypuje ją kwiatami, nie szczędzi romantycznych gestów...

Krótko mówiąc, stara się ją "kupić"…

Nie do końca... Sam działa dwutorowo. Wiedząc, że Kasia ma spore kłopoty z byłym "narzeczonym" - Adamem, chce ją wspierać, włączyć się "do akcji". Chciałby także pomóc rozwiązać jej kłopoty finansowe. Fitness klub nie przynosi na razie kokosów, a Kasia włożyła w niego wszystkie swoje oszczędności.

No proszę, aż tu nagle pojawia się rywal…

No tak, ale Mateusz nie ma żadnych szans! Sam zna Kasię i wie, że tęskniła za nim, choć nie od razu się do tego przyzna. A Kasia? Cóż… wydaje mi się, że nie do końca jest szczera z Mateuszem. Moim zdaniem troszkę go zwodzi…

Na ile Samuel jest podobny do Sama?

Mamy podobną przeszłość "emigracyjną" - on z Wielkiej Brytanii, ja - z Ghany, podobne zawody - on - doradca prawa, ja - doradca strategii … Obydwaj potrafimy być konkretni, racjonalni… sądzę jednak, że jestem zdecydowanie bardziej spontaniczny. Mój bohater potrafi jednak to, do czego ja z kolei chyba nie byłbym zdolny: w okamgnieniu przenieść się z całym swoim życiem, pracą - dla kobiety… a w dodatku nie potrafiłbym być wobec swojej wybranki tak… nieszczery…

Nieszczery?

Więcej nie mogę zdradzić.

"Barwy szczęścia: czwartek, godz. 20.05, TVP 2