Ale taka praca nie męczy go, bo robi to co lubi. Ten show sprawił, że prezenter mógł pracować ze wspaniałymi ludźmi. Z programu Ibisz zapamięta także nagrodę Oscar Fashion, którą otrzymał w kategorii - Najlepiej Ubrany Dziennikarz. Jego trampki noszone do marynarek i zabawne koszulki spodobały się nie tylko widzom, ale i znawcom mody. Dziennikarz przyznaje jednak, że zakupy i moda nie są jego konikiem, i zamiast biegać po sklepach, woli iść na siłownię.

"Muszę przyznać, że złapałem niezłego bakcyla jeżeli chodzi o sport. Trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię, korzystam z bieżni i czuję się super" - opowiada z entuzjazmem. - "Wszystkich naookoło namawiam żeby spróbowali zdrowego trybu życia - zero alkoholu, dużo sportu i zdrowej żywności. Polecam!".

Niepoprawny optymista

Być może to właśnie jest sekret jego wiecznego optymizmu i wesołości. Ale ten entuzjazm czasem wzbudza dziwne reakcje. "Ludzie pytają mnie czy wszystko w porządku, czy coś się stało, że mi tak wesoło" -opowiada Krzysztof Ibisz.

"Kiedy coś robię, angażuję się na maksa. Nie uznaję półśrodków czy robienia czegoś po łepkach"- mówi nam Krzysztof. - "I nieważne czy jest to program telewizyjny, czy zwyczajne codzienne obowiązki" - dodaje. Żywiołowość stała się znakiem rozpoznawczym Ibisza, jednak na początku nie każdy potrafił zaakceptować gestykulującego i rozgadanego prezentera. "Pamiętam, 15 lat temu, kiedy zaczynałem przygodę z telewizją, pracowałem jako spiker w TVP. Miałem zapowiadać programy. Niestety ówczesna pani dyrektor miała zastrzeżenia do mojego sposobu pracy. Byłem dla niej zbyt ekspresyjny, uważała, że nie pasuję do standardów telewizyjnych, i zdjęła mnie z wizji"- opowiada Krzysztof. - "Po miesiącu pani dyrektor już nie było, a ja do dziś dużo gadam w telewizji"- dodaje ze śmiechem.

Piszą, no i dobrze

Nie ma tygodnia, żeby kolorowa prasa nie pisała o jego ciuchach, rodzinie, samochodzie, pracy... "Piszą, bo na tym polega praca dziennikarzy. W sumie to gdyby nie pisali, martwiłbym się, że coś złego się stało" - Krzysztof podsumowuje ze śmiechem wszelkie rewelacje na swój temat. Dodaje, że przez 15 lat pracy w show-biznesie nauczył się reguł panujących w tej branży. A jedna z nich jest taka, że wszyscy o tobie piszą, i to nie zawsze przychylnie. - "Na początku owszem, przejmowałem się każdą wzmianką na mój temat. Dziś mam do tego zdrowy dystans. Po prostu robię swoje"- tłumaczy.

Mały asystent

Dom to temat, o którym Krzysztof może opowiadać bez końca. Dwa miesiące temu razem z żoną Anią i synem Vincentem przeprowadzili się do domu pod Warszawą, który Ania odziedziczyła po swoim ojcu. Praca przy odnawianiu i urządzaniu pokoi zabiera im sporo czasu, ale robią wszystko z entuzjazmem.

"Jeszcze dużo dłubania w nim zostało, ale gniazdko jest już prawie gotowe" - opowiada z dumą prezenter. Na co dzień zabiegany, zawsze stara się znaleźć chwilę dla rodziny. - "Nie ma nic fajniejszego na świecie niż zrobienie jajecznicy dla Maksa czy przygotowywanie sałatki razem z Vincentem, który mi asystuje!" - mówi dziennikarz. Maks jest synem Krzysztofa z pierwszego małżeństwa. Święta także zapowiadają się rodzinnie. - "Spędzimy je albo u mojej mamy, albo całą rodzinę zaprosimy do nas".

Finał programu: "Jak oni śpiewają", sobota, Polsat, godz.20.00, 115 min.