Anna Sobańda: Czy po tylu latach pracy w DDTVN wciąż jest panią w stanie coś zaskoczyć?

Dorota Wellman: Nie. A jeśli nawet tak się zdarzy, to ja to bardzo lubię. Czekam aż coś mnie zaskoczy. Na tym polega specyfika pracy na żywo, że pojawiają się niespodzianki i to jest w tych programach najfajniejsze.

Mały chłopiec, który na pytanie kim chce być jak dorośnie stwierdził, że mordercą, trochę jednak wybił zbił was z tropu

Zaskoczył nas, cieszyliśmy się, że przeżyliśmy te rozmowę bez uszczerbku na zdrowiu. Choć muszę przyznać, że mama ciesząca się poza anteną z takiej odpowiedzi synka była dla mnie większym zaskoczeniem niż samo dziecko, które się czegoś dziwnego naoglądało. Ja na miejscu rodziców raczej bym się martwiła, albo chociaż zastanowiła. Prawda jest jednak taka, że dzieci i zwierzęta są w programach na żywo najbardziej niebezpieczne. Mówili to reżyserzy filmowi, a my powtarzamy to z pełnym przekonaniem

Będzie dziecko, będzie kłopot?

Na pewno. Pamiętam taką sytuację, jak mama przyszła z dwójką dzieci do ważnej rozmowy i kiedy tylko weszliśmy na antenę i przedstawiliśmy naszego gościa usłyszeliśmy magiczne „mamo kupa”. Wówczas wbiegł nasz kierownik planu, złapał dziecko i wyniósł je do toalety. Wtedy drugie dziecko, skupiwszy się dziwnie i niepokojąco powiedziało „mama siku”. No i było po rozmowie. Taki urok telewizji na żywo.

Czy pani zdaniem z każdym warto rozmawiać, czy jednak są osoby, którym antenowego czasu nie powinno się poświęcać?

Zdarzyło nam się z Marcinem Prokopem, a mamy w tej sprawie dość zbliżone poglądy, odmówić rozmowy z osobami, które szerzą ideologię nienawiści. Uważamy, że dawanie w telewizji forum ludziom, którzy takie ideologie głoszą, jest błędem. Robimy wszystko, żeby takie persony się w naszym programie nie pojawiły.

Zdradzi pani konkretne nazwiska?

Nie

Jak zareagowałaby pani na takie polecenie, jakie otrzymali w „Pytaniu na śniadanie” Michał Olszański i Monika Zamachowska, czyli przeprowadzenia rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim na temat jego miłości do zwierząt i ulubionych potraw?

Po pierwsze u nas nie dostalibyśmy takiego polecenia, bo w programie „Dzień Dobry TVN” nie ma polityków. Po drugie, gdybym otrzymała polecenie, które byłoby przymusem, to bym odmówiła. Po trzecie zaś, bardzo chętnie porozmawiałabym z Jarosławem Kaczyńskim pod warunkiem, że nikt mi nie będzie narzucał, o co mam go pytać.

O co chciałaby pani zapytać prezesa PiS?

Na pewno zapytałabym go o wiele ważnych rzeczy, ponieważ on jako człowiek bardzo mnie interesuje. Co ma w głowie? Jaką ma wizję Polski? Czy naprawdę wszystkich lubi, czy może nienawidzi? Jak widzi Polskę za 10 lat, kiedy ja będę już bardzo starym człowiekiem? Jest wiele ważny, ciekawych tematów do rozmowy i pytania, których nikt inny nie zadał. Ja bym je zadała bez problemu.

Zdarzyło się jednak, że w „Dzień Dobry TVN” była podobna PR-owa akcja z Donaldem Tuskiem, który będąc premierem zjawił się w studio z rodziną

Myślmy z Marcinem w tym nie uczestniczyli. Robiliśmy reportaże o Kasi Tusk, czy życiu Donalda Tuska w Brukseli, to na pewno się wydarzyło, ale rozmowy w studio nie przeprowadzałam. Nie bałabym się jej jednak. Bardzo chętnie porozmawiałabym z Donaldem Tuskiem, mam do niego parę pytań. Czemu zdecydował się na politykę zagraniczną? Jak się czuje z tym, że go teraz Polacy nie chcą? Jest tysiąc pytań, które można zadać.

Czyli politycy tak, ale na własnych warunkach

Dokładnie tak, wyłącznie z własnym zestawem pytań, bez żadnego narzucania i bez żadnej cenzury. Ja bym chętnie takie rozmowy widziała, ale nasi szefowie uznali, że „Dzień Dobry TVN” to program poranny, w którym nie powinno być żadnej polityki.

To może poprowadziłaby pani jakiś program w TVN24?

Bardzo mnie ciągnie w kierunku TVN24. W „Dzień Dobry TVN” świata nie zbawimy, nie obalimy rządów, nie zrobimy takich rzeczy, jakie czasem robią programy telewizyjne, czy potrafi zrobić jeden wywiad. Z drugiej strony jest to program, który pokazuje wiele tematów, ważnych i istotnych spraw społecznych. Te tematy wymagają przygotowanie nie tylko merytorycznego, ale i emocjonalnego, bo czasem przechodzimy od śmierci, do kiszonej kapusty. Polecam każdemu, żeby spróbował to zrobić w taki sposób, by uniknąć nietaktu. To jest naprawdę ciężki program.

Przykład Piotra Kraśki pokazuje jednak, że można być gospodarzem „śniadaniówki” i jednocześnie zajmować się ważnymi tematami politycznymi. Może panią też zobaczymy w jakimś programie publicystycznym?

Ja bardzo chętnie, ale bardziej niż polityka interesują mnie tematy społeczne. Programów społecznych, które kiedyś robiłam także w telewizji publicznej, brakuje mi najbardziej. Jest tyle istotnych rzeczy do poruszenia, że w „Dzień Dobry TVN” czasami brakuje na nie miejsca. Jeśli będzie taki program, pierwsza się do niego zgłoszę.

Jest pani społecznikiem, nie ciągnie panią do polityki, na przykład samorządowej?

Ja jestem sołtysem bez przydziału. W swojej wsi staram się robić co mogę, żeby było jak najlepiej i nie muszę wcale być samorządowcem. Miejsce w którym mieszkam jest dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego, więc tam staram się robić rzeczy dobre. Ale żebym miała zostać radnym? To nie moja bajka. Nie zostanę też posłem. Kiedyś myślałam, że politykę powinni robić fajni ludzie, ale dziś kiedy myślę o polityce to jest mi niedobrze, więc szkoda mojego żołądka żeby się nią zajmować. Wolę swoje zaangażowanie społeczne wynikające ze szczerych chęci

Ludzi właśnie z takim zaangażowaniem w polityce brakuje

Na pewno, ale najpierw trzeba zrobić porządek z tymi, którzy są. Jest potrzebna nowa, dobra zmiana. Taka, która będzie głęboką zmianą całej elity politycznej w Polsce.