Anna Sobańda: Czy górale boją się halnego?

Michał Bielawski: Na pewno czują przed nim respekt. Trudno jednak powiedzieć, czy się boją, bo do własnego strachu ciężko jest się przyznać. Szczególnie, kiedy współistnienie z tym strachem jest częścią naszego statusu ontologicznego, tworzy nas, sprawia, że jesteśmy tacy, a nie inni. Górale są skazani na współżycie z halnym. To spowodowało, że musieli stać się twardzi i nie chcą pokazywać, że coś ich boli, czy że się czegoś boją. Pamiętam jednak, że kiedy przyjeżdżałem do Bukowiny Tatrzańskiej jako dziecko, wówczas wydawało mi się, że oni się halnego boją. Tak to zapamiętałem.

Ten wiatr faktycznie wpływa na ludzi?

Moc oddziaływania halnego jest niezwykła i pozwala poznać kawałek góralskiej duszy. Są ludzie, którzy bardzo silnie reagują na ten wiatr. Do tego grona zaliczają się ludzie neurotyczni, często są to samotni mężczyźni oraz osoby nadużywające alkoholu. Szaleństwo ciśnień powoduje, że alkoholicy dostają padaczki alkoholowej.
Z drugiej jednak strony, jest coś takiego w naturze ludzkiej, że łatwiej coś zaakceptować, jak się to wytłumaczy. Niewykluczone więc, że halny to bardzo dobry sposób na tłumaczenie sobie rzeczywistości.

Sądzisz, że halny bywa usprawiedliwieniem jakichś zachowań?

Oczywiście. Równocześnie są też bardziej twarde dowody na to, że ten wiatr naprawdę wpływa na ludzi. Jak się rozmawia ze służbami, z policją, ratownikami medycznymi, strażakami, z ludźmi z SORu, to oni wszyscy mówią, że w ich pracy robi się wówczas intensywniej. Pojawia się więcej określonego typu zgłoszeń.

Jakie to są zgłoszenia?

Wspomniane wcześniej przypadki padaczki alkoholowej, aktywują się także choroby serca. Są też ludzie, którzy nie wiedzą, co ich bierze, ale po prostu idą pić. Czują, że coś się dzieje, ale tego nie rozumieją. To powoduje, że wzrasta wówczas przemoc domowa. Miałem szansę weryfikować to słuchając bardzo dużej ilości nagranych powiadomień alarmowych pod numer 112. I naprawdę widać, że w czasie halnego jest intensywniej. Zresztą halny nie jest jedyny, są takie wiatry na świecie, które zmieniają zachowanie ludzi. Jest Santa Ana w Califorini, jest mistral, jest wiatr wiejący w Europie, który jest traktowany jako okoliczność łagodząca w przypadku złamania prawa.

Wpływ halnego jest zawsze negatywy?

Okazuje się, że halny wpływa czasem na ludzi pozytywnie. Mówił mi o tym nieżyjący już były naczelnik TOPRu, Michał Jagiełło. On w halny uwielbiał chodzić na akcje, czuł się nakręcony, pobudzony, to go uruchamiało, jakby ktoś podłączył mu dodatkowe baterie. Paradoksalnie, zmarł na serce przed jednym z halnych, które filmowałem.

Znalazłam w Internecie informacje, że były próby wytłumaczenia jakiś zjawisk historycznych halnym

Tak, ja też miałem z początku taki pomysł na film. Chciałem sprawdzić, czy przypadkiem przed wybuchem II wojny światowej nie wiał halny, czy nie poprzedzał jakichś ważnych bitew, albo na przykład rabacji galicyjskiej. Niesamowicie byłoby odkryć, że halny wpływa na ludzi w taki sposób, że zmieniał historię. Jednak po przejrzeniu dostępnych materiałów archiwalnych uznałem, że byłaby to bardzo duża spekulacja.

Czy odczułeś na sobie działanie halnego?

Tak. Pewnego razu, gdy przyjechałem do Zakopanego z żoną, akurat wiał halny. Bardzo ciężko mi się wówczas spało, ciągle się budziłem i słyszałem śmieci – różne puszki i plastiki, rzucane przez wiatr po ulicy Piłsudskiego. To było okropnie męczące. Później przyjeżdżałem bardzo wiele razy i zdarzało się, że na 2-3 dni przed przyjściem halnego znów miałem problemy ze snem. Natomiast jak kręciliśmy nasz pierwszy złapany, wyczekiwany halny, miałem straszliwą migrenę.

Nakręcenie halnego to chyba niełatwa sprawa. Jak polowaliście na wiatr?

Mieliśmy ciągle udoskonalany system powiadamiania. Najpierw to były wiadomości w mediach, potem dołączyli poznani meteorolodzy, którzy są w stanie przewidzieć zmiany pogodowe, z dość dużą dokładnością do 72 godzin. Współpracowaliśmy więc z nimi. Drugim źródłem byli dla nas znajomi zakopiańczycy, z którymi byłem w kontakcie. Mam na myśli przede wszystkim Bartka Solika, naszego operatora, który tam mieszka. Co ciekawe, Bartek bardzo często miał przed halnym potworne migreny, przez które parę razy zdarzyło mu się lądować nawet na pogotowiu, pod kroplówką. Na szczęście wyglądało to tak, że migrena męczyła go przed halnym, a w jego trakcie mu przechodziła, więc mógł normalnie pracować.

Spotkałeś się z legendami związanymi z halnym?

Jest wiele opowieści o stałych pacjentach SORu, którzy najpierw wzywają pogotowie, jadą do szpitala, żeby dostać leki uspokajające, one im nie pomagają, więc uciekają z SORu. Jeden z takich pacjentów po ucieczce ze szpitala skoczył do rzeki. Jak go pytali, po co to zrobił, to powiedział, że chciał popływać z rybkami. Robił rzeczy, których nie rozumiał.
Słyszałem też o chłopaku cierpiący na schizofrenię, który zawsze jak zbliżał się halny, wychodził na Zakopiankę i ubrany w czarny płaszcz chodził wzdłuż drogi. Jest też słynna legenda o starszej kobiecie, którą nazywali Białą Damą. W trakcie halnego, mocno wystrojona w strój przypominający suknię ślubna, chodziła po Zakopanem i ostukiwała laską latarnię. Sam byłem też świadkiem tego, co halny robi z ludźmi, kiedy pojechaliśmy rozmawiać ze strażą pożarną. W pewnym momencie wszedł do pokoju facet, który zaczął krzyczeć i mówić, że to nie może tak być, że jego sąsiad będzie sobie remontował dach, kiedy się robi zimno, bo jemu to przeszkadza i żąda, żeby straż tam pojechała i mu tego zakazała. Kiedy wyszedł z pokoju komendant spojrzał na mnie i mówi „no widzi pan, jak się zmienia pogoda to ludzie szaleją”. Policja z kolei ma problem z kobietą, która w okolicach halnego dzwoni do nich i strasznie na nich bluzga. Parę razy, sprowokowani tymi telefonami u niej byli, ale podobno widać było wówczas, że ona tego za bardzo nie kontroluje. To może brzmieć zabawnie, ale sądzę, że osobom, które w czasie halnego w takie stany popadają, nie jest ani trochę do śmiechu.

Czy górale przygotowują się na przyjście halnego?

Zazwyczaj po prostu unikają wychodzenia na zewnątrz. Chyba, że ktoś jak moja bohaterka Teresa, żyje z rodziną blisko natury. Ich dom stoi przy polanie, niedaleko granicy parku tatrzańskiego i halny potrafi im wepchnąć okna do środka domu, wiec zabijają je deskami, albo zagradzają palami drzwi do zabudowań gospodarczych. Kiedyś halny zdarł im dach ze stajni i konie stały pod gołym niebem. Oni podejmują więc pewne kroki, żeby się do halnego przygotować. Raczej nie ma jednak chętnych, by w trakcie halnego iść w góry. Poza takimi osobami, jak Teresa, na które halny działa pobudzająco. Generalnie jednak ludzie nie ryzykują. Górale nauczyli się z halnym żyć.

Film pokazuje, że jesteśmy częścią natury, choć czasem bardzo chcielibyśmy sądzić, że nad nią panujemy

Od momentu, w którym zaczęliśmy pracę nad tym filmem widać, jak drastycznie pogorszyła się pogoda i klimat na Ziemi. To jest dowód na błędne przekonanie, że to my jesteśmy panami świata i powinniśmy sobie czynić Ziemię poddaną. Szansa na to, że ten kontekst również da się z filmu wydobyć spowodowała, że jeszcze bardziej chciałem go zrobić. Halny jest świetnym pretekstem do tego, żeby opowiedzieć o doli człowieczej. Powinniśmy pamiętać, że czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy wpisani w naturę i z nią współistniejemy.

Swój film nazwałeś thrillerem dokumentalnym. Dlaczego?

Wspólnie z producentem, Maćkiem Kubickim, doszliśmy do wniosku, że takie naładowane emocjami opowiadanie gatunkowe, bardzo pasuje do opowieści o halnym. Kiedy się słucha tych legend, obserwuje to, co się dzieje na niebie, jak się widzi odczuwalne wrzenie przed halnym, tych podenerwowanych ludzi, to naprawdę przypomina klimat thrillera.

Thrillera, którego autorem jest natura

W dodatku doskonałym autorem. Najpierw bowiem zapowiada nadejście katastrofy, przez zmianę zachowania ludzi. Później napięcie narasta, aż wydarzy się coś złego. Decyzja, by film nazwać thrillerem dokumentalnym była śmiała, ale sądzę, że nie minęliśmy się z prawdą.

Czy podczas zdjęć mieliście niebezpieczne przygody związane z halnym?

Tak, zdarzało się. Raz mieliśmy taką sytuację, że nasz operator Bartek o mały włos nie poleciał w przepaść. W jednej ręce trzymał kamerę, w drugiej statyw i nagle zawiało z ogromną siłą . Odruchowo go złapałem, być może w ostatniej chwili... Kręciliśmy wówczas zdjęcia przy obserwatorium meteorologicznym na Kasprowym Wierchu. To był straszny moment, ale trwał sekundę i później do tego nie wracaliśmy. Kolejna sytuacja zdarzyła się podczas pierwszego filmowanego przez nas halnego. Jechaliśmy samochodem słynną drogą Oswalda Balzera prowadzącą z Zakopanego do Morskiego Oka. Wszystkie drzewa się kładły albo łamały. Bardzo szybko nas tam uwięziło, a wokół nas cały czas spadały drzewa. Kiedy tam byliśmy, krzyczałem do kolegów, że musimy zrobić te zdjęcia, bez względu na wszystko, a chwilę potem spotkało mnie coś zupełnie absurdalnego, a mianowicie przy wietrze wiejącym 150 km/h dostałem liściem w oko. Gałka oczna bolała mnie po tym przez tydzień. Było to oczywiście źródłem wielu żartów. Ostatnia niebezpieczna sytuacja była zaś taka, że wiał halny, była zawierucha śnieżna, a my wiedzieliśmy, że musimy zrobić zdjęcia, więc weszliśmy za bohaterką do lasu i kręciliśmy wśród walących się drzew. Wszyscy się baliśmy, ale wiedzieliśmy, że musimy to zrobić.

Jaki jest teraz los filmu "Wiatr. Thriller dokumentalny"?

Byliśmy z „Wiatrem” na festiwalu Visions du Réel w Nyon, to było dla nas niesamowite przeżycie, bo to niezwykle ważny festiwal o dużym, światowym prestiżu. Film otworzył niedawno Krakowski Festiwal Filmowy a dwa tygodnie temu miał premierę słowacką i być może będzie pokazywany w tamtejszych kinach. Teraz czeka nas kilka festiwali letnich i o tematyce górskiej. Rozmawiamy też o pokazach z innymi, ważnymi festiwalami światowymi. Od 7 lipca zaś film będzie dostępny w polskim HBO i HBO GO.