Produkcja, w której dziesięciu znanych artystów, mierzy się co tydzień z innym gatunkiem muzycznym, miała być nie tylko świetną rozrywką, ale i programem edukacyjnym. Prezes TVP, Juliusz Braun, w rozmowie z dziennik.pl powiedział:

Tutaj ten aspekt edukacyjny jest bardzo duży. Pokazywanie kolejnych gatunków muzycznych i tego, jak ludzie wyspecjalizowani w jednym gatunku sprawdzają się w innym, jak o tym dyskutują bez wyśmiewania i konfliktu, myślę, że jest to dobry pomysł, który wciąż staramy się ulepszać.

Czytaj więcej: Juliusz braun broni "SuperSTARcia": Ten program ma duży aspekt edukacyjny.

Niestety wyniki oglądalności pokazują, że widzowie nie są zachwyceni "SuperSTARciem". Nawet sam Wojciech Mann, który zasiada w show jako juror, przyznał, że nie tak wyobrażał sobie jego realizację:

Zasiadając w jury "Superstarcia", zadaję sobie pytanie, czy wygląda to tak, jak sobie wyobrażałem w momencie, gdy program ruszył. I nie do końca tak jest. Myślałem, że większy nacisk położy się na muzykę, a mniejszy na show. Ale rozumiem, że widownia wymaga, by się błyskało, migało i świeciło. Dziś wszyscy są do takiej realizacji przyzwyczajeni. Podejrzewam, że gdybym zrobił program po mojemu, zainteresowałoby się nim wąskie grono odbiorców - powiedział w rozmowie z Onet.pl.

Dziennikarz zdradził także, dlaczego w ogóle zdecydował się na udział w takim programie:

To wcale nie jest talent show i właśnie fakt, że nie oceniam amatorów, był jednym z głównych powodów, dla których rozważyłem tę propozycję "na tak". Wiąże się z tym pewna trudność, ponieważ uczestników w większości przypadków znam. Mówienie im w oczy, czy mi się coś podoba, czy nie, jest bardziej krepujące niż w przypadku kogoś dopiero zaczynającego. Poza tym w tym programie chodzi o ideę nakłonienia artystów do spróbowania różnych stylizacji muzycznych, a nie tylko o przebieranie się i udawanie Michaela Jacksona. Więc w końcu się złamałem.

Oglądacie "SuperSTARcie"?