Anna Sobańda: Pani Nino tej wiosny na antenie Polsatu zadebiutują "Taniec z gwiazdami", "Twoja twarz brzmi znajomo" i "Hell’s Kitchen". Trzy nowe programy rozrywkowe na raz, to dość odważny krok. Liczy Pani na sukces każdej z tych produkcji?

Reklama

Nina Terentiew: Powiem tak, telewizja to najbardziej nieprzewidywalny biznes. Czasami robi się wszystko najlepiej jak można, ma się największe gwiazdy, wszystko jest perfekcyjne, a widzowie, za pomocą pilotów mówią: Nie, nas to nie interesuje. Może też być tak, że bardzo się postaramy, zrobimy wszystko jak najlepiej potrafimy i widzowie powiedzą: Chcemy z wami być. Oczywiście, że robiąc ramówkę, każdy manager liczy na sukces. Natomiast o tym czy udało się go odnieść, czy też poniosło się porażkę, można mówić nawet nie po pierwszej emisji, a wówczas, gdy uda się utrzymać widza po drugiej, trzeciej, czwartej i każdej kolejnej emisji. Ja nie wróżę z fusów, ja czekam na to, co powiedzą widzowie.

Spośród wiosennych nowości Polsatu, to bez wątpienia "Taniec z gwiazdami" wzbudza największe zainteresowanie. Nie boi się Pani, że ten program przyćmi pozostałe z debiutujących produkcji?

Nie boję się. W tej chwili wygląda to tak, że mamy 200 kanałów polskojęzycznych i to jest problem dużych stacji. Problemem dla TVN nie jest już Polsat, a dla Polsatu TVN. Teraz problemem jest te 200 maluchów, z których każdy znajduje, wydawałoby się, bardzo niewielu widzów. Jednak na tyle kanałów, nawet przy niskiej oglądalności, tworzy to dużą publiczność. W chwili obecnej te kanały potrafią mieć 50% udziału w rynku. Dla dużych stacji zostaje więc do podziału 50%, podczas gdy dawniej miały 100%. Tak więc ja nie martwię się, że „Taniec z gwiazdami” przyćmi jakąś inną produkcję Polsatu. Ja chcę, aby „Taniec z gwiazdami” znalazł swojego widza, a „Twoja twarz brzmi znajomo” swojego, bo to kompletnie inne rzeczy. Chcę też, żeby ludzie chcieli z nami gotować, żeby chcieli płakać na „Przyjaciółkach”, śmiać się na „Świecie według Kiepskich” i tak dalej. Żaden program nie przyćmi innych, ponieważ rynek jest tak bardzo sfragmentaryzowany, że ludzie oglądają to, na co mają ochotę. Chodzi o to, żeby ta oferta była tak różnorodna, by przyciągała przed telewizory maksymalną liczbę widzów. Filozofią ramówki jest właśnie różnorodność.

"Taniec z gwiazdami" dotychczas kojarzony był ze stacją TVN. Czy Polsat nie obawia się porównań z konkurencją?

Nie, bowiem takie porównania to głównie domena dziennikarzy. Dla widza nie ma to żadnego znaczenia. Badania mówią, że widzowie w niewielkim tylko stopniu rozróżniają staje telewizyjne. Nie myślą kategoriami: Idę do Jedynki na coś, a do Dwójki na coś innego. Widzowie mają pilota i po prostu przeskakują po kanałach, zatrzymując się tam, gdzie znajdą coś ciekawego.
A w kwestii porównań, gdyby stacje się ich bały, to nie byłoby tak, że te same formaty sprzedawane są na całym świecie do różnych kanałów. Świat stał się globalną wioską, telewizja jest jednym wielkim ekranem i każda stacja walczy o to, aby widz trafił właśnie do niej.
Poza tym, ten format jest dopracowany w szczegółach, a my robimy go dokładnie tak, jak wskazują wytyczne. Przyjeżdżają konsultanci i mówią, co jak ma wyglądać. Nie ma różnych „Tańców z gwiazdami”, zawsze musi być parkiet, muszą być tancerze, choreografowie. Tancerzy w Polsce jest określona liczba, natomiast oczywiście zmieniły się gwiazdy, bo dwa lata w show biznesie to jest wieczność. Czy dwa lata temu ktoś słyszał o Joannie Moro, albo nastolatku Dawidzie Kwiatkowskim, który podbił serca połowy nastolatek w tym kraju? Tak więc nie ma co bać się porównań, trzeba po prostu robić swoje.

Ma pani swojego faworyta wśród uczestników "Tańca z gwiazdami"?

Mówiąc najszczerzej, ogromnie mi się podoba nasz sportowiec, Piotr Gruszka. Byłam na próbach i to jest niesamowite, że tak wysoki mężczyzna (208 cm wzrostu – przyp. red.) może się tak harmonijnie poruszać. On jest urodzonym tancerzem, co jest nie tylko moją opinią, ale także zawodowców. Ci najlepsi tancerze, tacy jak Terrazzino, Kliment czy Maserak, to są drobni, niewysocy mężczyźni. A tu okazuje się, że ponad dwumetrowy facet ma ogromną grację. Myślę, że on na parkiecie będzie się bardzo podobał. Natomiast jeśli chodzi o kobiety, to słyszałam, że fantastycznie tańczy Viola Arlak, czyli kultowa wójtowa z „Rancza”, która jak się okazuje, w dzieciństwie chodziła do szkoły baletowej. Słyszałam też, że Joanna Moro ma wielką grację. To są jednak pierwsze spostrzeżenia, a jak będzie naprawdę, zobaczymy niebawem. Sama jestem ciekawa.

Kolejną nowością Polsatu jest pierwsza polska edycja kultowego "Hell’s Kitchen". Ostatnio okazało się, że polskim Gordonem Ramsayem nie będzie Mateusz Gessler, tylko Wojciech Modest Amaro. Skąd ta zmiana?

Mateusz nam zrezygnował, to była jego decyzja. Cała historia wyglądała tak, że my od początku myśleliśmy o Amaro, ale on miał tak mocno napięty grafik, że nie znalazłby czasu. Więc naszym drugim kandydatem był Mateusz Gessler. Kiedy Mateusz zrezygnował, okazało się, że grafik Amaro stał się luźniejszy i tak to się skończyło. Tak bywa.

Pół roku temu, promując jesienną ramówkę TVN-u, Edward Miszczak powiedział w jednym z wywiadów, iż Polsat kopiuje pomysły jego stacji. Jak odniesie się Pani do tego zarzutu?

Myślę, że to było dziecinne, ponieważ ja mogłabym powiedzieć tak: Polsat jako pierwszy wprowadził talent show, czyli „Idola”. Co wówczas zrobił TVN? Natychmiast zakupił „Mam talent”. Polsat jako pierwszy wprowadził na polską antenę format docu-soap, czyli „Trudne sprawy” i „Pamiętniki z wakacji”. Co teraz mamy w TVN-ie? Nowe docu – soap. Ale ja nie nazywam tego kopiowaniem, ponieważ cały świat telewizji kopiuje siebie nawzajem. Wszyscy próbują nadążyć za widzem i jeśli widz ma na coś ochotę, to się mu to serwuje. We wszystkich stacjach niemieckojęzycznych, od rana do nocy lecą docu-soap i żaden tamtejszy pan Miszczak, nie zarzuca innym kopiowania. Tak naprawdę kopiujemy to co jest na świecie. Żadna z produkcji TVN-u nie jest jej autorskim pomysłem, tak jak większość rzeczy pokazywanych u nas, to nie autorskie pomysły Polsatu. Co to znaczy kopiowanie w XXI wieku? Ani „X Factor”, ani „Mam talent”, ani „MasterChef” to nie programy wymyślone przez TVN. Są to formaty, które leżą na półce i każdy może je skopiować, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. W wielkim medialnym sklepie, znajdują się programy na sprzedaż, które sprawdziły się w innych krajach. Jak powiedział Maciek Dowbor o naszym nowym show „Twoja twarz brzmi znajomo”: Pół miliarda Chińczyków nie może się mylić.
Ja bardzo szanuję Edwarda i bardzo szanuję TVN, ale patrzę na to inaczej i nie rozumiem tego zarzutu.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Nina Terentiew - polska dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Wieloletnia szefowa telewizyjnej Dwójki. Od 2006 roku związana z Polsatem, gdzie obecnie pełni rolę dyrektora programowego.

Reklama