Wielu fanów Piotra Roguckiego i zespołu Coma nie mogło zrozumieć, dlaczego muzyk postanowił lansować się w telewizyjnym show. W rozmowie z "Faktem", Rogucki wyjaśnił swoje motywy:

Reklama

Zrobiłem to również dla siebie, ze względów bardzo egoistycznych, ale jednocześnie strategicznych. Przemyślałem te kwestie pod względem wpływu, jaki wywiera udział w takich programach na działalność artystyczną jurorów. Patrząc na doświadczenie innych kolegów jak Czesław Mozil, Kora czy Marek Piekarczyk, uznałem, że to nie wpłynęło na ich pracę artystyczną. Jednak udział w takich programach na pewno bardzo ułatwia kontakt z mediami. Zespół Coma jest zespołem którym zainteresowanie medialne jest bardzo skromne. Postanowiłem przekroczyć ten próg po to, żeby ułatwić sobie w przyszłości promocję tego, co robię. Niestety, to fakt, ale nawet Coca-cola potrzebuje dobrej reklamy, żeby się sprzedawała. Nawet The Rolling Stones potrzebują rozreklamować swoją płytę, nawet Rihanna wydaje półtora miliona na promocję w Stanach, kiedy wydaje nowy singiel. My takich możliwości nie mamy, po naszej ostatniej płycie ukazały się dwa wywiady w czasopismach studenckich i dla mnie to jest za mało. Ja wiem, że to jest forma sprzedania się, ale ja się sprzedaję od zawsze.

Rogucki wyznał także, że choć od pewnego czasu miał wiele propozycji udziału w programach typu talent show, zawsze odmawiał:

Przez długi czas odmawiałem udziału w tej zabawie, ponieważ sądziłem, że startowanie w talent show – mam tu na myśli młodych uczestników – jest nieuczciwe w stosunku do tego, co ja przeżywałem, będąc początkującym rockmanem i artystą. Sądziłem, że to droga na skróty. Przyspieszona kariera, otwarcie furtek, które ja musiałem otwierać przez długie lata.

Dlaczego zatem teraz zmienił zdanie?

Trudno mi było zaakceptować ten fakt do momentu, w którym zdałem sobie sprawę, że przeszłość nigdy już nie wróci i że przyszłość wygląda zupełnie inaczej. Młodzi ludzie już nigdy więcej nie będą decydowali się na to, żeby przez pięć lat grać w klubach muzycznych, tak jak ja to robiłem, czekając na to, aż jakaś wytwórnia wysłucha ich płyty. Jeżeli mają coś do powiedzenia i do zrobienia, to przychodzą do programu i pokazują to. A potem albo to wykorzystują, albo nie.

Ciekawi jesteście, jak Piotr Rogucki wypadnie w roli jurora "Must be the music"?