W drugim już półfinale "Must be the music" widzowie zobaczyli różne style muzyczne i bardzo wyrównany poziom uczestników. Choć niemal wszyscy wykonawcy zostali ocenieni bardzo pozytywnie, występ jednego uczestnika szczególnie mocno spodobał się jurorom. Tym, który zachwycił ekspertów, był Tomasz Kowalski. Na castingu zachwycił znakomitym wykonaniem utworu grupy Dżem "Modlitwa". Tym razem wokalista sięgnął po kolejnego klasyka, czyli Czesława Niemena i piosenkę "Jednego serca".

Reklama

Wiesz co, tak się złożyło, że portale plotkarskie podały, że jestem ciężko chora. I jak takie emocje będą walić ze sceny, to ja naprawdę umrę. Jesteś absolutnie moim faworytem i chciałabym, żebyś wygrał ten program. - zachwycała się Elżbieta Zapendowska. Kora dodała zaś:

No takiego śpiewaka nie mieliśmy. Jesteś urodzonym śpiewakiem. Możesz śpiewać covery, bo robisz to fenomenalnie. Fenomenalny głos. Lekkość śpiewania. Cudnie, cudnie.

Drugim finalistą, który dzięki głosom widzów otrzymał szansę zawalczenia o zwycięstwo jest nauczyciel muzyki, Piotr Kita. Jego wykonanie piosenki Eltona Johna bardzo spodobało się jurorom, a Adam Sztaba stwierdził, że Kita, w niskich partiach brzmi lepiej od samego Eltona Johna.

Dużym zaskoczeniem było odpadnięcie Kasi Grzesiek, którą niemal wszyscy jurorzy typowali na faworytkę do finału.

A kto Waszym zdaniem wypadł najlepiej w ostatnim odcinku "Must be the music"?