W ostatnim odcinku "Must be the music" Kora pokazała pazurki. Jurorka ostro traktowała każdego uczestnika, który jej zdaniem nie zasłużył na awans do kolejnego etapu.

Powiem Sandro, że bardzo źle śpiewasz. Kultura śpiewania bardzo niska, żeby nie powiedzieć zerowa. Chcesz nadrobić to ruchem tajemniczym, ale to wszystko jest bardzo, bardzo pretensjonalne, albo po prostu nie umiesz śpiewać. - oceniła 21-lenią Sandrę Rusin

Jurorka bardzo surowo potraktowała także disco-polowy zespół X-Trans:

Pomyślałam sobie, że to może jest jakiś przełom, może to będzie jakieś arcydzieło disco-polo, ale nie jest. To jest dużo, dużo gorsze disco-polo niż to, którego szukam. To można coś z tego zrobić. To niekoniecznie musi być taka straszna wieś.

Natomiast muzycy z grupy Las Melinas, z ust Kory usłyszeli taki oto komentarz:

Dordzy panowie, bardzo nierówno grane, beznadziejne śpiewane, to jest dico-polo SKA? To nie jest SKA. Nawet jeśli to jest fuzja disco-polo z jakimś tam SKA, bo wam się tak wydaje. Nie jest.

Liderka Manaamu skrytykowała nawet występ zespołu Mateusza Ziółka, który spodobał się pozostałej trójce jurów i zakwalifikował się do kolejnego etapu:

Przyczepić by mi się było ciężko, oprócz tego, że to było banalne. Festiwalowe, banał. Krótka przebieżka, bardzo przewidywalna od początku do końca.

Czyżby Kora wyrastała na najsurowszego jurora polskich talent show?

Wśród uczestników, którzy w ostatnim odcinku najbardziej bali się jurorom, była 16-letnia Aneta Majeran, która brawurowo wykonała utwór AC/DC "High way to hell", duet "Oho! Koko" z oryginalną wersją piosenki "Big city life" oraz rockowa grupa 13. W samo południe.