Serial Świat według Kiepskich jest emitowany o 1999 roku. Czy granie Ferdynanda Kiepskiego jest dla pana wciąż tak samo ekscytujące?

Oczywiście, że nadal ekscytuje. Każdy odcinek to taka mała fabuła, każdy jest o czymś innym. Zwykle w serialach jakiś wątek ciągnie się przez kilka odcinków, w „Kiepskich” zaczynamy i kończymy wątek w jednym odcinku, to duże wyzwanie, szczególnie dla scenarzystów. Serial nie jest formatem kupionym za granicą. Jest od początku do końca Polski, może właśnie dlatego cieszy się tak dużym powodzeniem

Wspominał pan w wywiadach, że nie na początku wcale nie polubił Ferdka, a nawet irytowała pana ta postać. Czy teraz darzy już pan swojego bohatera większą sympatią?

Denerwuje mnie, jak każdego aktora, utożsamianie mnie z postacią którą gram. Wielu ludziom wydaje się, że spotykając mnie prywatnie, spotykają takiego faceta, jakim jest Ferdek, a to nie jest prawda. Prywatnie nie jestem wesołkiem i nie unikam pracy.

Ferdek w najnowszym sezonie znajdzie pracę. To wielka odmiana w jego życiu. Jak się panu grało te wątki?

Grało się tak samo, jak leniwego Ferdka. On musi być sobą. Jest dojrzałym facetem, a ludzie się nagle nie zmieniają. Nadal mają swoje zalety i wady. Ferdek w swoim życiu niejednokrotnie podejmował pracę, ale nic z tego nie wynikało. Jak będzie tym razem nie mogę zdradzić. Zobaczą Państwo w nowych odcinkach w Polsacie.

Jak pracuje się panu z cała serialową ekipą? Czy można na przykład mówić o przyjaźniach ma planie?

Pracujemy ze sobą już tak długo, więc czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Wiemy czego się po sobie spodziewać, czego oczekiwać. Parę lat temu dołączył do nas Patryk Yoka, reżyser. Ciepły, cudowny, miły facet. Parę osób odeszło, niestety na zawsze. To 13 lat, wiele się przez ten czas zmieniło. Jesteśmy wszyscy starsi, może mądrzejsi... Praca na planie to ciężka i mozolna harówa. Dwanaście godzin dziennie w studio, kilkanaście stron tekstu... Proszę nie myśleć, że narzekam, bo bardzo lubię swoją pracę, ale trudno byłoby ze sobą przebywać przez tyle czasu, gdyby nie łączyło nas coś więcej niż znajomość. Szanujemy się, lubimy, ale poza planem nie „wyjadamy sobie z dziobków”.

Jakie inne zawodowe przedsięwzięcia przed panem tej wiosny?

Trochę tego jest, bardziej na lato niż wiosnę, bo są to projekty rozciągnięte w czasie, ale dopóki plany są tylko planami, nie chcę o nich mówić, żeby nie zapeszyć.

>>>Czytaj także: Rodowicz o Bachledzie-Curuś: Ona nie ma fochów