W rozmowie z Faktem pani Alicja opowiada o swym ukochanym „Pytaniu na śniadanie”, którego jest szefową, o planach na przyszłość i swej wielkiej pasji jaką jest pisanie.
Jest pani związana z telewizją od lat. Skąd nowe pomysły i inspiracje do pracy?

Sama nie wiem jak to się dzieje. Wszystko co robię wiąże się z tym co już mnie spotkało. Zaczynałam swą drogę w radiu z Wojtkiem Mannem w programie „Wywiady spod estrady”. Tam w zabawny sposób plotkowaliśmy o gwiazdach ze świata. Wiele osób pamięta to do dziś i wspomina z sentymentem. Wtedy w Polsce nie było kolorowych gazet, plotek. A ja miałam stały dostęp do prasy ze świata. Zaproponowałam coś, spodobało się i poszło. Potem wielokrotnie powoływano się na to doświadczenie. Podobnie było z moimi programami telewizyjnymi, mówiono, że wiem dużo o gwiazdach i wielkim świecie. Te doświadczenia się przeplatają i inspirują.

Gdy zaproponowano pani tworzenie pasma śniadaniowego w TVP 2 nie bała się pani? To trudny kawałek chleba...

Formaty śniadaniowe zawsze były moim hobby. Gdziekolwiek byłam na świecie zawsze z zachwytem patrzyłam na te pasma i naprawdę bardzo dużo o nich wiem. Dodatkowo teraz mamy specjalny dział, który robi badania. Wiemy jakiego mamy widza, a o jakiego powinniśmy zabiegać. Na bieżąco mam też wyniki oglądalności, więc dokładnie wiem, które tematy biorą, które nie. Mamy też ludzi, którzy wyszukują tematy. Moim zadaniem i zadaniem wydawców jest sprawienie by program był aktualny. Codziennie dokonuję wyborów: co pokazać, jaki temat ma iść na tzw. jedynkę. Mówi się, że mam nosa i do jedynek i do ludzi.

Od ponad tygodnia oglądamy nowe odświeżone „Pytanie na śniadanie”...

To nie jest absolutnie związane z nową ramówką, to pomysł, który chodził za mną od dawna. Już dawno chciałam zmienić scenografię, oprawę graficzną i muzykę. Zależało mi by trochę to unowocześnić. Z pomysłem poszłam do dyrektora Kapuścińskiego, który wprowadza Dwójkę na wyższe jakościowo poziomy. Zgodził się, bo i on uważa „Pytanie” za ważną wizytówkę naszej anteny. Dzięki nowej scenografii, każde z naszych pasm tematycznych ma swoje miejsce, skończyło się wędrowanie po studiu. Moda, uroda mają swój kącik, scena, przegląd prasy, kuchnia, wszyscy mają teraz swoje miejsce. Wszystko jest bardziej uporządkowane.


Zmienią się też poruszane tematy?

Wprowadzamy zmiany, bo po prostu Dwójka się zmienia, jest więcej kultury, tematów misyjnych. Piątki całkowicie nastawiane są na kulturę. Osoby, które je prowadzą od lat kojarzą się z tą dziedziną, są animatorami kultury. Można się dowiedzieć gdzie warto pójść, jaką książkę, płytę kupić, jaki film czy sztukę obejrzeć. Oczywiście jest to tak podane by nasz poranny gość się nie zmęczył, by to nie było zbyt siermiężne czy niszowe.

Kiedyś byliście jedyni, teraz macie sporą konkurencję. Jaka jest pani recepta na bycie numerem jeden?

To wszystko zależy jakie jest podejście anteny. Czy chodzi nam o bycie numerem jeden w wynikach, czy w jakości. Dwójka stawia na jakość. Moim zdaniem pod tym względem jesteśmy numerem jeden. Zawsze dokładnie zgłębiamy poruszane tematy, rzetelnie podchodzimy do wszystkich porad. To jest właśnie nasz najsilniejszy punkt. Nie gonimy za sensacją, jesteśmy za emocjami, za społecznymi problemami, za dawaniem konkretnej porady i rozwiązania widzowi. Nie jesteśmy za komercją i pewni artyści po prostu u nas nie wystąpią.

Pani marzenie związane z „Pytaniem...”

Bardzo bym chciała żeby „Pytanie” wróciło w soboty, a potem i w niedziele. W weekendy można jeszcze więcej powiedzieć, szczególnie o kulturze, więc ogromnie mi na tym zależy.

Mówi się o pani – niezatapialna. Z czego to wynika?

Chyba właśnie z tego nosa (śmiech). A tak naprawdę to samo pytanie można zadać np. Grażynie Torbickiej, która idzie jedną ustaloną drogą i jest niesłychanie konsekwentna. Staram się też tak postępować. A to, że jestem tak często eksponowana, tak naprawdę wynika z tego, że jestem chyba jedynym szefem, który dla wielu ma też status gwiazdorski. Generalnie budzę zainteresowanie przez to co robiłam wcześniej. To sprawia, że się dużo o mnie wie i mówi, ale proszę mi wierzyć, że jest wielu ludzi takich jak ja, którzy pracują tu od lat. Różnię się od nich tylko tym, że kiedyś dla wielu osób byłam gwiazdą. Raczej tak to widzę.

Wyobraża sobie pani życie bez telewizji?

Hmm... Raczej nie. Ja tę pracę bardzo lubię, wymaga ona ode mnie szalonej siły i mobilizacji. Ale nie odpuszczam też moich innych pasji, czyli pisania tekstów satyrycznych, tenisa, bycia z rodziną.

Nie myśli pani o swoim programie?

Wszystkie swoje siły przełożyłam na „Pytanie na śniadanie”, dlatego rozmowy i wywiady z Alicją też pokazywane są w tym programie. Miałam wiele propozycji prowadzenia dużego show, ale powiem pani szczerze, że ta praca jest znacznie bogatsza. Ale kto wie, może gdy kiedyś przyjdzie naprawdę ciekawa propozycja to to rozważę. Na razie nie widzę niczego lepszego od tego co teraz robię.

Jeśli kiedyś telewizja zniknie z pani życia, ma pani awaryjny plan?

Mam nadzieję, że będę realizować to, co już teraz samo do mnie przyszło. Mam propozycje wydawnicze na trzy książki. Wkrótce zdecyduję się na coś. Ale to też samo do mnie nie przyszło, bo ja przecież zaczynałam od tygodnika satyrycznego „Szpilki”. Tam drukowałam swe pierwsze teksty. Od roku piszę też humoreski do jednego z miesięczników. To sprawia mi ogromną radość.

Prasa, radio, telewizja, to co jest pani największą miłością?

Powinnam pewnie powiedzieć radio, ale najszczęśliwsza się czuję gdy piszę, gdy siedzę sobie sama ze swoją historią w głowie. Najbliższa sercu jest jednak telewizja, bo spełnia wszystkie moje kreatywności. Jest i dźwięk i słowo, telewizja dała mi w życiu najwięcej.

>>>Czytaj więcej: Miko przywita Nowy Rok w Meksyku