Choć oficjalne sytuacje wymagają, by tytułować ją damą Helen Mirren, to tytuł szlachecki, którym została uhonorowana w 2003 roku za zasługi dla brytyjskiego teatru, nigdy nie był dla niej powodem do dumy. Przyjęła ten zaszczyt po długich namowach ze strony kolegów i koleżanek (m.in. Damy Judi Dench) ze środowiska i skonstatowała z sarkazmem: „Szlag trafił moją uliczną wiarygodność”.

Jednak jako aktorka Helen Mirren pozostaje wiarygodna w każdej roli, a słynie z iście kameleonicznego talentu do przepoczwarzania się. Czasem patrząc na jej kolejne ekranowe wcielenia, trudno uwierzyć, że to ta sama osoba stworzyła nagrodzoną Oscarem kreację jako Elżbieta II w „Królowej” Stephena Frearsa, zagrała twardą, niesympatyczną policjantkę alkoholiczkę Jane Tennison w kryminalnej serii „Główny podejrzany” (cztery nagrody Emmy) albo wcieliła się w postać podstarzałej burdelmamy w „Ranczu miłości”.

„Helen jest w szczytowej formie i lubi się sprawdzać w nowych zadaniach. To aktorka nieustraszona” – mówił o Mirren reżyser John Madden, który pracował z nią przy „Głównym podejrzanym” i niedawnym kinowym hicie pt. „Dług”, w którym zagrała byłą agentkę Mossadu, która musi skonfrontować się z tajemnicami i kłamstwami swojej przeszłości. „Potrzebowałem kobiety, która potrafi być jednocześnie twarda i bardzo, bardzo wrażliwa. Tylko jedna przyszła mi do głowy: Helen” – opowiadał Madden. Mirren bez najmniejszego trudu potrafiła stworzyć postać skomplikowanej i zamkniętej w sobie kobiety, komunikując się z widzem nie tylko za pośrednictwem skąpych dialogów. Bez słów wiemy, że jej bohaterkę trawi jakaś niewypowiedziana tajemnica. Mirren, która na potrzeby „Długu” nauczyła się podstaw krav magi, nie stroni od kina akcji. W komiksowej adaptacji „RED” wystąpiła u boku mistrza gatunku Bruce’a Willisa, wcielając się także w postać emerytowanej agentki wywiadu, choć tym razem w bardziej komediowej konwencji. Scena, w której elegancka starsza pani w nieskazitelnie białej wieczorowej sukni ostrzeliwuje z bazooki, to jedna z tych rzeczy, które po prostu trzeba zobaczyć. Cała Mirren w jednym ujęciu: piękna, pełna klasy, ostra jak brzytwa i zabawna jednocześnie.

Aktorka nie ukrywa, że gdyby tylko była taka okazja, to chętnie zagrałaby pierwszego żeńskiego Bonda. „Wyobraźcie sobie cały film o M. postaci, która gra Judi Dench. To by było coś” – entuzjazmowała się Mirren w wywiadzie dla „Belfast Telegraph”. Owszem, choć wizja, w której Dench gra M., a Mirren – Bonda wydaje się jeszcze bardziej kusząca. „Najlepsze w filmach akcji jest to, że nie trzeba w nich jakoś specjalnie grać” – mówiła w tym samym wywiadzie. „Wystarczy sprawnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. To dużo łatwiejsze niż wygłoszenie długiego monologu w »Burzy« Szekspira”. Mirren wie, co mówi: przez lata swojej kariery była członkiem Royal Shakespeare Company i zagrała dziesiątki szekpirowskich ról. Ostatnio wystąpiła także w nowatorskiej, filmowej adaptacji „Burzy” w reżyserii Julie Taymor („Tytus Andronikus”) i zagrała... Prospera, któremu na potrzeby tego przedsięwzięcia zmieniono płeć, by mogła go zagrać właśnie Helen.

Angielski komik Russel Brand, który wystąpił z Mirren w „Burzy” oraz w remake’u „Arthura”, opisał ją takimi słowami: „Nasza punkowa królowa. Ma w sobie matriarchalną godność i autorytet, ale jest też bardzo, bardzo sexy”. Bo aktorski talent to tylko pół prawdy o aktorce. Drugą połówkę stanowi jej legendarne ciało, które zawsze chętnie obnażała na potrzeby roli. Ostatnio, w wieku 64 lat, wzięła udział w rozbieranej sesji zdjęciowej promującej „Ranczo miłości” w reżyserii jej męża Taylora Hackforda. Efekt mógłby zawstydzić wiele ekranowych gwiazd, młodszych od Helen o trzy dekady.

Helen Mirren z niebywałym poczuciem humoru potrafi też kpić z tych swoich cielesnych atutów. Kiedy w zeszłym roku powierzono jej zaszczyt prowadzenia legendarnego komediowego show „Saturday Night Live”, jeden ze skeczy poświęciła magicznej mocy swojego imponującego biustu. Ona naprawdę nie boi się niczego.

RED | Canal+ | sobota, godz. 20.00