Czy bohaterowie horrorów nigdy się nie nauczą? Wprowadzać się wraz z rodziną do wiktoriańskiego domu, którego poprzedni właściciele zginęli gwałtowną śmiercią w podwójnym akcie morderczo-samobójczej grozy, to z całą pewnością zły pomysł. Zwłaszcza jeśli ucieka się przed własnymi demonami.

Rodzina Harmonów przenosi się ze Wschodniego Wybrzeża do Los Angeles po tym, jak Vivien (Connie Britton) przeżyła koszmar krwawego poronienia, a następnie chlasnęła nożem przyłapanego in flagranti małżonka Bena (Dylan McDermott). Przeprowadzka ma być szansą na nowy początek dla nich i ich nastoletniej córki Violet (Taissa Farmiga, siostra Very). Niestety kupiony po okazyjnej cenie wielki, stylowy dom jest nawiedzony. I to jak!

Każdy odcinek serialu odsłania przed nami inny fragment makabrycznej historii posiadłości Harmonów: w latach 70. parka rudowłosych bliźniaków została pożarta przez tajemnicze stworzenie w piwnicy, dekadę wcześniej psychopata brutalnie zamordował zamieszkujące w domu pielęgniarki, zaś pierwszy właściciel, który wybudował dom w latach 30., był uzależnionym od narkotyków lekarzem hollywoodzkich gwiazd, z dość upiornym hobby, godnym doktora Frankensteina.

Harmonowie, nieświadomi roli nowej rodziny Addamsów, jaka przypadła im w udziale, szybko przekonują się, że nie jest łatwo uwolnić się od koszmaru: ani przeszłego, ani bieżącego. Tuż po wprowadzeniu się do nowego domu zostają wystraszeni przez dotkniętą zespołem Downa czarnowłosą Adelaidę (Jamie Brewer), która wieszczy im rychłą śmierć. Dziewczyna okazuje się córką sąsiadki Constance (Jessica Lange) – skrywającej wiele tajemnic kleptomanki, która bez trudu wchodzi do domu podczas nieobecności właścicieli.

Ben znajduje swoje nemezis w postaci służącej Moiry, która najmuje się do pomocy w domu – starsza kobieta z pokrytym bielmem okiem jemu jednemu jawi się jako seksowna rudowłosa kocica w prowokującym uniformie francuskiej pokojówki. Zaś Violet zaprzyjaźnia się z jednym z pacjentów taty – psychopatycznym nastolatkiem (Evan Peters), który również wydaje się podejrzanie mocno związany z domem, zwłaszcza z tym, co czai się w piwnicznym mroku. Tate bowiem, podobnie jak Moira, nie do końca należy do świata żywych... A to tylko początek przerażających, dziwnych, makabrycznych i niewytłumaczalnych rzeczy, które przydarzą się nowym lokatorom.

Ryan Murphy i Brad Falchuk, duet producentów odpowiedzialnych za jeden z największych telewizyjnych przebojów ostatnich lat – musicalowy serial „Glee” – tym razem proponuje wycieczkę w zupełnie inne rejony popkultury. W „American Horror Story” dokonują błyskotliwego recyklingu klasyki horroru – od „Dziwolągów” Toda Browninga przez „Lśnienie” Stephena Kinga po „Koszmar z ulicy Wiązów”. Choć bystre oko fana gatunku wyłapie odniesienia do dziesiątków innych tytułów z „Królestwem” Larsa von Triera na czele.

Jednak twórcy serialu nie poprzestają na tej erudycyjnej, ale z natury rzeczy wtórnej zabawie. Znakomity pod względem aktorskim serial – sam talent Jessiki Lange wystarczyłby do wzniesienia tej opowieści na wyższy poziom – łamie ramy gatunku. Pełen nieoczekiwanego humoru i erotyki film wciąga, bo przedstawia psychologicznie wiarygodny obraz uwikłania w sytuacje, których konsekwencji nie sposób przewidzieć.

„American Horror Story” pod wieloma względami przypomina też „American Beauty” – równie gorzką, co dowcipną i przenikliwą analizę kondycji rodziny we współczesnym świecie. Harmonowie doświadczają smaku rozkładu, który toczy całe amerykańskie społeczeństwo, skazując jednostkę na strach i samotność. Napędzane żądzą duchy i krwiożercze monstra to tylko ekstremalna forma, jaką przybiera ten nasz przerażający, okrutny i najwyraźniej chylący się ku upadkowi świat.

Ben mówi w pewnym momencie do żony: „Przydarzyły się nam straszne rzeczy, a my zareagowaliśmy na nie jeszcze straszniej”. Otóż to – bestia tkwi w każdym z nas, a straszne rzeczy dzieją się we wszystkich domach. Nie tylko w tych nawiedzonych i nie tylko w Ameryce.

AMERICAN HORROR STORY | Fox | sobota, godz. 23.00