Ten serial to jedna wielka terapia – zwłaszcza dla sfrustrowanego widza polskich seriali. Koniec z drewnianym aktorstwem, koniec z dialogami, od których drętwieją zęby, koniec z telenowelową estetyką i scenariuszami pisanymi na kolanie. Jak przyjemnie móc powiedzieć to głośno: oto mamy pierwszą rodzimą produkcję, która wytrzyma porównanie z doskonałymi serialami z importu.

I nie tylko dlatego, że powstała na bazie izraelskiego formatu, który był podstawą także dla amerykańskiego "In Treatment" z Gabrielem Byrne’em w roli głównej. Przecież wszystko można zepsuć – wystarczy przypomnieć sobie "Nianię", czy "Helę w opałach", które zamieniły klasyczne sitcomy w ponurą groteskę. Oczywiście "Bez tajemnic" to znacznie bardziej wysublimowany gatunek telewizyjnej rozrywki. HBO, producent "Rodziny Soprano", "Sześciu stóp pod ziemią" i "Kompanii braci", ma wszakże wysokie standardy.

Rzecz w tym, że polskiej wersji nie ogląda się jej jak marnej kopii czy taniej podróbki – Jerzy Radziwiłowicz i Krystyna Janda są co najmniej tak utalentowanymi aktorami jak Byrne i Dianne Wiest z "In Treatment". I jeśli dać im materiał, w którym nie muszą schodzić poniżej swoich możliwości, to fantastycznie go ożywią, wypełnią niuansami, zabarwią własną osobowością. „Bez tajemnic” jest dobre, bo oni są świetni. Są prawdziwi.


Andrzej Wolski (Radziwiłowicz) jest doświadczonym psychoterapeutą, zmagającym się z problemami w życiu prywatnym i zawodowym wypaleniem. W każdym odcinku nadawanego od poniedziałku do piątku serialu stajemy się świadkami sesji, jakie odbywają się w jego gabinecie. W poniedziałki przychodzi Weronika (Małgorzata Bela), która nie radzi sobie z własnym życiem uczuciowym – do tego stopnia, że już na samym początku wyznaje miłość swojemu terapeucie. Wtorki rezerwujemy dla komandosa Szymona (Marcin Dorociński), który po misji w Afganistanie, wbrew wojskowej ideologii macho, postanawia poddać się terapii. W środę spotkamy nastoletnią skrzypaczkę Zosię (Aleksandra Kusio), podejrzaną o przedsięwzięcie zawoalowanej próby samobójczej. Czwartkowe kłótnie małżeńskie Skotnickich (Ilona Ostrowska, Łukasz Simlat), kontrapunktuje piątkowa superwizja u Barbary (Krystyna Janda), byłej mentorki Wolskiego, która podejmuje się poprowadzić jego terapię.

Piątkowe odcinki należą do moich ulubionych. Rozmowa pary bardzo inteligentnych, samoświadomych ludzi, których łączy skomplikowana relacja niepozbawiona wzajemnych pretensji, zazdrości i wyrzutów, jest interesująca sama w sobie. Zwłaszcza gdy strategia tych dialogów prowadzi do odkrywania tego, co rozmówcy próbują tuszować, zakłamywać. Pojedynki słowne tej dwójki ogląda się dosłownie z zapartym tchem – aktorska chemia między Radziwiłowiczem i Jandą jest niebywała, a wspomnienie ich poprzednich wspólnych filmowych kreacji ("Człowiek z marmuru", "Człowiek z żelaza") dodaje temu ekranowemu spotkaniu quasi-realnego kontekstu.

Dobrze napisane, ciężkie od emocji dialogi i mocne kreacje aktorskie to jedyne fajerwerki "Bez tajemnic" – całość akcji toczy się wszakże podczas sesji terapeutycznych, trudno więc spodziewać się wartkiej akcji. Jednak wbrew pozorom to nie jest serial, podczas którego można wyjść do kuchni i zaparzyć herbatę – sytuacje i relacje między bohaterami są tak intensywne, a ich rozmowy tak gęste, że nie odrywamy oczu od ekranu, by nic nie uronić.

BEZ TAJEMNIC | HBO | od poniedziałku do piątku, godz. 20.10