Co łączy Beatlesów, Mię Farrow, Micka Jaggera, Marianne Faithful, Clinta Eastwooda i Davida Lyncha? Albo raczej – kto łączy te legendy? Odpowiedź jest zaskakująca. Chodzi o zmarłego kilka lat temu hinduskiego guru Maharishiego Mahesha Yogi, który do wymyślonej przez siebie formuły medytacji transcendentalnej (w skrócie TM) przekonał sześć milionów wyznawców, w tym całą czołówkę Hollywood. Młody filmowiec David Sieveking w prowokacyjnym dokumencie "David chce odlecieć" krok po kroku odkrywa rzeczywiste intencje ideologów organizacji.

Reklama

"David chce odlecieć" jest niemal reporterskim śledztwem Sievekinga w poszukiwaniu prawdy o samozwańczym guru, dla którego technika medytacji stała się wątpliwą etycznie kurą znoszącą rzeczywiste złote jaja – liczone w milionach dolarów – oraz równolegle autoportretem reżysera. W miarę jak David odlatuje od Davida Lyncha, rozlatuje się bowiem jego życie prywatne.

Zaczyna się od depresji. Sievekinga poznajemy w momencie, kiedy nie ma pomysłu na życie. Skończył szkołę filmową, ale nie wie, co jest jego pasją. Siedzi w pokoju, rozmawia z energiczną narzeczoną, godzinami gapi się na plakaty z filmów Davida Lyncha, swojego ulubionego reżysera, który w jego wieku był już cenionym, utytułowanym twórcą. Z telewizyjnego programu dowiaduje się, że Lynch od lat praktykuje medytację transcendentalną, której zawdzięcza legendarną kreatywność. David Sieveking postanawia iść w ślady Davida Lyncha.

Oglądamy kolejne etapy wtajemniczeń niemieckiego reżysera. Sieveking w towarzystwie dziewczyny rusza do Ameryki, spotyka się z Lynchem. Zaczyna medytować, eksperymentuje z jogą, otrzymuje własną mantrę. Wszystko jednak kosztuje. I nie są to kwoty symboliczne – za możliwość dostąpienia do raju trzeba wpłacić na konto organizacji równo milion dolarów. W tym samym czasie umiera Maharishi. Zaczynają się walki o schedę po guru i jego gigantyczne pieniądze. W tym momencie Sieveking uznawany jest ciągle za sprzymierzeńca sprawy – otrzymuje nawet zezwolenie na filmowanie pysznej ceremonii pogrzebowej guru, rzecz jasna z udziałem Lyncha, ale gdy uważnie wsłucha się w złote myśli niemieckiego maharadży TM o wyraźnie faszystowskim przesłaniu, po raz pierwszy zaczyna mieć wątpliwości – czy organizacja, której chodzi jedynie o utrzymanie światowego pokoju, na pewno ma czyste intencje?

I zaczyna się inny film. Sieveking rozmawia z joginami usuniętymi z TM, również z miliarderem, który regularnie przekazywał na konto Maharashiego miliony dolarów. "Był jak Jezus" – wspomina spotkanie z guru jedna z kochanek "świętego ascety". W efekcie obnażone zostaje gigantyczne oszustwo, jakim w istocie była świętość legendarnego guru. Ten dowcipny, ironiczny film wywołał ogromne poruszenie wśród wyznawców TM. David Lynch bezskutecznie próbował zablokować premierę dokumentu na festiwalu w Berlinie, zamierza także nakręcić własną odpowiedź na dzieło Sievekinga, do którego stale napływają e-maile z pogróżkami, że wkrótce odrodzi się pod postacią karalucha. No, to dopiero byłoby kino.

DAVID CHCE ODLECIEĆ | Ale kino! | czwartek, godz. 20.10