Rok 1986, noc z 25 na 26 kwietnia. Polskie urządzenia mierzące poziom substancji radioaktywnych zaczynają szaleć – nigdy nie notowały tak wysokiego stężenia. Profesor Zbigniew Jaworowski (Zbigniew Zamachowski), pracujący w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie, z przerażeniem czyta raporty o stanie skażenia powietrza. Domyśla się, że jest za to odpowiedzialna awaria elektrowni w Czarnobylu. Nikt jednak nic nie wie, a polskie władze komunistyczne za wszelką cenę chcą milczeć, by nie narazić się Moskwie. Najbardziej zagrożone są dzieci, którym natychmiast powinno się podać jod. Decyzji jednak wciąż nie ma, próbuje się manipulować informacją, wszystko po to, by odbył się pochód pierwszomajowy – społeczeństwo musi się przecież stawić w komplecie i dumnie maszerować ze sztandarami.
Reklama
Reżyser Janusz Dymek obserwuje sytuację w kraju z kilku punktów widzenia: kobiet rodzących w szpitalu, sportowców, którzy mają wkrótce wyjechać na Wyścig Pokoju do Kijowa, polskich korespondentów w Moskwie, którzy o wybuchu dowiadują się z nieoficjalnych źródeł, i członków Biura Politycznego KC PZPR. Tworzy coś na kształt oszczędnego stylistycznie filmu dokumentalnego. Nikogo nie próbuje oceniać, zwraca raczej uwagę na ludzkie postawy w ekstremalnej sytuacji. Zastanawia się, co jest ważniejsze: życie obywateli czy może poprawne stosunki polityczne? Pyta wreszcie, jak zachowalibyśmy się dziś wobec takiej katastrofy?
CZARNOBYL, CZTERY DNI W KWIETNIU | reż. Janusz Dymek | TVP 1 | poniedziałek, godz. 21.30