"Bogowie areny" rozgrywają się przed wydarzeniami, które poznaliśmy w "Krwi i piachu", lecz na ekranie zobaczymy znanych nam już bohaterów, przede wszystkim Batiatusa (John Hannah) i jego wiecznie intrygującą, nadmiernie ambitną żonę Lukrecję (Lucy Lawless), a także potężnego czarnoskórego gladiatora Oenomausa (Peter Mensah), który trenuje przyszłych mistrzów walki. Akcja skupia się na drodze Batiatusa do zostania prominentnym właścicielem ludusu, czyli stajni szkolącej najlepszych wojowników areny, zanim pojawił się w nim charyzmatyczny Spartakus. Centralną postacią jest tym razem gladiator Gannicus (Dustin Clare), potężny Celt, który pięścią i mieczem zdobywa uznanie publiczności, stając się w krótkim czasie mistrzem Kapui.

Reklama

Od czasu spektakularnego sukcesu serialu "Rzym" wiadomo, że wystawne opowieści o życiu starożytnych mogą liczyć na zainteresowanie widzów. Zwłaszcza jeśli ukazują codzienność ludzi antyku z bliskiej nam perspektywy i nie skąpią emocjonujących epizodów oraz wartkiej akcji. W "Spartakusie" dochodzą jeszcze zrealizowane z rozmachem sceny brutalnych pojedynków na arenie oraz zaskakująco duża ilość wątków erotycznych ukazanych z detalami. Reasumując, twórcy serii nie zaniedbali żadnego szczegółu, który może przyciągnąć uwagę widza – seks i przemoc w stylowych dekoracjach to sprawdzony patent.

Zrealizowany w technice przypominającej "300" Zacha Snydera, z dużą ilością efektów slow motion zarówno w scenach akcji, jak i sypialnianych serial wydaje się nieco kiczowaty, ale jako portret hedonistycznego, dekadenckiego świata antyku sprawdza się nadspodziewanie dobrze. Wpisana w serialową poetykę przesada gestów i emocji wydaje się całkowicie usprawiedliwiona realiami przedstawionego świata.

W dodatku sześcioodcinkowy miniserial "Spartakus: Bogowie areny", choć powstał jako klasyczna zapchajdziura po pierwszym sezonie zakończonym odejściem gwiazdora Andy’ego Whitfielda, który wcielał się w postać legendarnego Spartakusa, i spowodowanym przez to przestojem produkcji drugiej serii, naprawdę wydaje się lepszy od swojego poprzednika. Postaci zyskują większą psychologiczną wiarygodność, a znajomość ich wcześniejszych losów rzuca nowe światło na ich przyszłe postępki.

Niech ten zawodnik jeszcze pożyje, bo przyjemnie jest na niego patrzeć. Nawet jeśli to wstydliwa przyjemność.

SPARTAKUS: BOGOWIE ARENY | USA 2011 | HBO | sobota, godz. 22.00