Na świecie to seriale wyznaczają nowe trendy i kierunki. Przy telewizyjnych produkcjach mają szanse rozbłysnąć talenty najlepszych aktorów, scenarzystów i reżyserów. W Polsce wciąż tkwimy w epoce nudnych telenowel snujących się bez celu i pointy, rzadko dających okazję do popisu utalentowanym twórcom. Ale jest szansa, że to się zmieni. Pierwszy polski serial produkcji HBO "Bez tajemnic" wystawi przyzwyczajenia naszego widza na próbę. I może zmieni polskie życie serialowe na zawsze.

Kozetka dla dwojga

Gabinet terapeuty. W fotelu siedzi Jerzy Radziwiłowicz. Na przeciwko niego na kanapie Ilona Ostrowska i Łukasz Simlat. Grają pogrążoną w kryzysie parę małżonków na cotygodniowej terapii. Reżyser Jacek Borcuch obserwuje na monitorze ostatnie przygotowania ekipy, sugeruje korekty ustawienia kamery, w końcu woła: "Proszę wszystkich o pełną koncentrację. To trudna scena, pozwólmy aktorom się skupić."

Scena rzeczywiście jest bardzo emocjonalna, dialogi dotykają bolesnych spraw. Aktorzy głęboko wchodzą w role, wyraźnie przeżywają perypetie swoich bohaterów. Simlat i Ostrowska kłócą się, Radziwiłowicz spokojnym, głębokim głosem stara się interweniować, mediować, wskazywać szanse na wzajemne zrozumienie.

Tu wszystko jest w dialogu, bo całość akcji rozgrywa się podczas sesji terapeutycznych – to duże wyzwanie dla aktorów, ale też szansa na zbudowanie niebanalnych i wiarygodnych kreacji. – To jest taki materiał, że nie da się okłamać widza, trzeba grać jeden do jednego – mówi Łukasz Simlat, który boryka się nie tylko z emocjami postaci, lecz także z nękającym go przeziębieniem. – Trudnością jest też to, że w trójkącie, w którym rozmawia para z psychoterapeutą, czasem trzeba to powtórzyć piętnaście razy. Czy to jest płacz, czy śmiech, niestety trzeba to z całą prawdą zagrać.

Być jak Gabriel Byrne

I prawda jest wyczuwalna. Już po jednej scenie można uwierzyć, że terapia u doktora Andrzeja Wolskiego to dla Anity i Jacka okazja, by uratować małżeństwo, a przynajmniej spróbować dojść do ładu z własnymi, sprzecznymi uczuciami.

"Bez tajemnic" powstaje na podstawie izraelskiego pierwowzoru "Be’Tipul", na którego bazie nakręcono także amerykańską wersję "In Treatment" z Gabrielem Byrne’em w roli głównej – nagrodzoną m.in. Złotymi Globami i Emmy. Serial produkcji HBO reżyserują Jacek Borcuch ("Wszystko, co kocham") i Anna Kazejak ("Skrzydlate świnie").


W roli głównej występuje Jerzy Radziwiłowicz, obok niego zobaczymy Krystynę Jandę, Małgorzatę Belę, Łukasza Simlata, Marcina Dorocińskiego, Ilonę Ostrowską i Aleksandrę Kusio, którzy wcielać się będą w różnych pacjentów. Autorem zdjęć jest Michał Englert.

Psychoterapia wciąga

Strzałem w dziesiątkę wydaje się zwłaszcza obsadzenie w kluczowej roli Radziwiłowicza. Wybitny aktor, choć – jak przyznaje – nigdy nie brał udziału w psychoterapii, potrafi przekonująco zagrać tę sytuację i wytworzyć nastrój namysłu, intymności i spokoju, w którym wybrzmiewają wszystkie, często ukrywane emocje. – To, co widzimy w serialu, niekiedy odbiega od naszego sposobu odczuwania i wyrażania. Jednak sądząc po sukcesie i w Izraelu, i w Ameryce, to może wciągnąć – mówi Radziwiłowicz. – Widzów przyciąga to, że śledzą, jak się ktoś rozkłada na kawałki przy pomocy specjalisty, by dojść do tego, kim naprawdę jest i czego chce.

Doborowa stawka polskich twórców ma wysoko ustawioną poprzeczkę. "In Treatment" to serial świetnie napisany, zagrany, sfotografowany i zmontowany w taki sposób, by mimo powtarzalności miejsc i sytuacji zachować dynamikę akcji. Bo choć tu się głównie gada, jak to na kozetce u psychoterapeuty, to między bohaterami dzieje się więcej w jednym odcinku niż w przeciętnym polskim serialu przez cały rok.