"Nine" stworzył dream team. Reżyserował Rob Marshall, twórca jednego z najlepszych współczesnych musicali – "Chicago" – który zaprosił do współpracy niewiarygodną obsadę: m.in. Daniela Day-Lewisa, Penélope Cruz, Judi Dench i Sophię Loren. Za podstawę scenariusza posłużyła głośna wariacja na temat "8 i pół" Felliniego. A jednak grupa wybitnych twórców nie wystarczyła. Filmowi zabrakło błysku, który odróżnia obraz dobry od genialnego.

Reklama

Przede wszystkim jak na musical za mało tu przebojów. Piosenki z "Nine" słabo wpadają w ucho, niby wykonują je aktorzy obdarzeni sceniczną charyzmą, a jednak ich występy wokalne nie zapadają w pamięć. Nadrabiają za to wizualnie, film Marshalla na poziomie widowiska jest dobry: pięknie zaprojektowany, miejscami bardzo zmysłowy i niepozbawiony wdzięku.

Co łączy "Dziewięć" z "8 i pół"? Imiona bohaterów i ogólny zarys fabuły. Zresztą nic więcej nie może ich łączyć, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby przepisać jeden do jednego dzieła Felliniego na musical. Potencjału rozrywkowego w filmie włoskiego geniusza można się wprawdzie na upartego doszukiwać.



Choć stworzył obraz poważny, jedno z najwybitniejszych w historii kina spojrzeń na akt tworzenia, reżyser przekornie przez cały okres zdjęciowy miał przyklejoną do kamery kartkę: "Pamiętaj, że to komedia". Zafascynowany "8 i pół" Maury Yeston napisał i skomponował na motywach filmu piosenki, które posłużyły do stworzenia musicalu "Dziewięć". Pod tekstem podpisali się Arthur Kopit i Mario Feratti, a sztuka debiutowała na Broadwayu w 1982 roku (czyli prawie 20 lat po premierze filmu Felliniego) i została wyróżniona prestiżową nagrodą Tony.

Fabularnie to historia reżysera w średnim wieku Guida Contini (Daniel Day-Lewis), który po wybitnym początku kariery nakręcił kilka złych filmów. Swoim dziewiątym obrazem zamierza powrócić na szczyt. Problem polega na tym, że brak mu pomysłu i scenariusza, a zdjęcia zaczynają się za kilka dni. Guido spektakularnie ucieka z konferencji prasowej, by zaszyć się w nadmorskim pensjonacie i spróbować uporządkować myśli. Jego tropem podążają pół rzymskiej wytwórni Cinecitta i zastępy pięknych kobiet – w tym zmysłowa kochanka Carla (Penélope Cruz) i zmęczona histerycznym charakterem męża żona Luisa (Marion Cotillard). Reszta jest, podobnie jak u Felliniego, próbami Guida znalezienia tematu na film, ucieczkami od filmu, kobiet i odpowiedzialności, jego marzeniami, wspomnieniami i rozmowami z duchami.

Ze zderzenia chłodnej kalkulacji Marshalla i szaleństwa Felliniego wyszedł profesjonalny, ale nie porywający spektakl. Właściwie jest z nim tak jak z odtwórcą głównej roli w filmie. Niby Day-Lewis, aktor bezdyskusyjnie wybitny, bez zarzutu gra Mastroiannim, ale robi to fizycznie, siłowo, bez żadnej wartości dodanej. I takie jest całe "Nine" – solidna rzemieślnicza robota.

NINE – DZIEWIĘĆ | reżyseria: Rob Marshall | Canal+ | sobota, godz. 20.00