Beret z gwiazdą, koszula w kolorze khaki, długie włosy, broda, cygaro – to za mało, żeby określić wizerunek Che. Dziś Che na koszulkach ma na sobie T-shirt z Bartem Simpsonem albo z samym sobą. 43 lata po śmierci jest symbolem wypranym ze znaczeń, elementem popkultury, jak Simpsonowie.

W tym, jak jest postrzegany, jego ślepa wiara w marksizm, zlecanie wyroków śmierci są daleko za odwagą i bezkompromisowością. Dlaczego kubki z Pinochetem albo z Castro nie sprzedają się tak dobrze jak z Che? Ponieważ Guevara potrafił kreować własny wizerunek, co pokazuje film Soderbergha.

"Wiem, co zrobię, jak wygramy rewolucję”" – informuje Che jeden z jego kompanów. "Zamknę cię w klatce, będę sprzedawał bilety tym, którzy zechcą obejrzeć. Będziemy bogaci". Bogactwa Ernesto nie doczekał, ale rzeczywiście jest jak w klatce. Trudno rozpoznać jego charakter, bo jako doskonały populista pozostawił po sobie tylko takie wspomnienia, jakie chciał. Próby określenia, kim był, kręcą się wokół kilku dokumentów: zdjęcia z 1960 roku i zapisków Guevary.


To, jak Che wygląda w filmie Soderbergha pasuje do jego najpopularniejszego wizerunku, tego z koszulek. Zdjęcie, które wszyscy znamy, zrobił Alberto Korda Díaz w marcu 1960 roku, podczas zgromadzenia przy ofiarach katastrofy – eksplozji łodzi – za którą Kuba obwiniała Stany Zjednoczone. Ten portret po raz pierwszy ukazał się w "Paris Match" kilka tygodni przed śmiercią Che w Boliwii. Benicio del Toro genialnie, właściwie bez przerwy, odtwarza wyraz twarzy Che z tego zdjęcia. Trochę zatroskania pomieszanego z zacięciem rewolucjonisty.

Steven Soderbergh wyreżyserował scenariusz na podstawie "Epizodów wojny rewolucyjnej" Guevary. Jednocześnie próbował stworzyć zimny zapis rozwoju rewolucji. Sceny akcji zbrojnych ciągną się, przeplatane klipami rekonstruującymi wywiad, którego Che udzielił w 1964 roku w Hawanie. Nie ma tu analizy politycznych poglądów, tylko wypowiedzi Ernesto oraz codzienność walki.

Jednak można spróbować wyciągnąć z tego świeży portret Guevary. Po pierwsze jest w tej historii wariatem. "Twoje szaleństwo bardzo nam się przyda" – mówi do niego Castro podczas spotkania w Meksyku, kiedy planują obalenie Fulgencia Batisty. Wtedy Ernesto to tylko młody lekarz z Argentyny, w białej koszuli, bez brody. Ale już gotowy do tworzenia mitu, historii, ale też własnego.


Zaczyna się od rejsu z Meksyku na Kubę. Starym jachtem Granma płynęło 82 idealistów rekrutowanych na przyszłych rewolucjonistów głównie wśród klasy średniej. Na Kubie starcie z miejscowym wojskiem przetrwało – według tworzonej przez nich samych legendy – tylko 12, tylu co apostołów, co miało symbolizować ich duchową siłę. Przedarli się w góry Sierra Maestra, gdzie przez dwa lata grali z wojskiem Batisty. „New York Times” publikował przychylne im teksty, rząd amerykański ograniczył wsparcie dla Batisty, a opór wobec jego rządów rozprzestrzenił się na całą Kubę. Dyktator opuścił wyspę w końcu roku 1958, na ulice Hawany wybiegł tłum czekający na rewolucjonistów. A to dopiero początek. Che chciał rewolty w innych krajach Ameryki.

Od samego początku rewolucji nie był wyłącznie symbolem politycznym, od wejścia na pokład Granmy. Już wtedy Benicio del Toro jako Che ma na sobie mundur, na nogach ciężkie wiązane buty, jest zarośnięty. Identycznie wygląda, gdy w 1964 roku w Nowym Jorku występuje przed zgromadzeniem ONZ. Mówi wtedy: "Egzekucje? Tak, wykonywaliśmy, wykonujemy, będziemy wykonywać. Prowadzimy walkę na śmierć i życie. Takie warunki narzucił nam imperializm amerykański".


Che w historii Soderbergha nie boi się buńczucznie przyznawać do wykonywania egzekucji, bo tak naprawdę jest Robin Hoodem. Poucza swojego bojownika, który ukradł samochód ludziom Batisty: "Wolałbym iść pieszo, niż jechać kradzionym samochodem". Zabija tylko w imię sprawiedliwości albo żeby zabrać bogatym i oddać biednym. Nieposłusznych dotyka sprawiedliwość według Che. "Nadużyłeś władzy jako posłaniec wojska rewolucyjnego" – mówi comandante i poleca zabić.

Wierność marksizmowi Guevara rozumiał jako walkę o niezależność państw od imperialistycznego porządku. Z jednej strony wierzył w to wszystko, czego dowodem są sceny walki, z drugiej, udzielając wywiadów, czyli kształtując swój publiczny wizerunek, dokładnie waży słowa. "Rewolucja nie jest towarem eksportowym – mówił wtedy. – Zdaję sobie sprawę, że kojarzenie nas z komunizmem irytuje ludzi".

CHE. REWOLUCJA | USA 2008 | reż. Steven Soderbergh | Canal+ | wtorek, godz. 21.00