Nakręcona w 1960 roku "Psychoza" jest najdoskonalszym filmem Alfreda Hitchcocka, skończonym arcydziełem kina grozy. Przewrotny, ironiczny thriller o mordującym samotne kobiety Normanie Batesie, właścicielu przydrożnego motelu, do dziś zaskakuje i przeraża. A jednak blisko pół wieku po premierze Gus Van Sant, jeden z czołowych niezależnych twórców w Hollywood, postanowił pokazać widzom nową wersję filmu.

Van Sant dokonał niewielkich zmian w scenariuszu, adaptując go do współczesnych czasów, dołożył do filmu Hitchocka dwie lub trzy nowe sceny, nakręcił także sekwencje, które znalazły się w oryginalnym scenariuszu, ale ze względów technicznych bądź cenzuralnych nie mogły znaleźć się w "Psychozie". Jednak starał się zachować maksymalną wierność dziełu Hitchocka – większość scen nakręcił w tych samych dekoracjach, stosował te same kąty ustawienia kamery, identyczne oświetlenie, powtórzył dialogi w niemal niezmienionej formie. Zaangażował gwiazdorską obsadę (Anne Heche, Viggo Mortensen, Julianne Moore). A jednak "Psychol" (pod takim tytułem wprowadził film do kin polski dystrybutor) poniósł porażkę. Widzowie nie dopisali, a krytycy byli z reguły bezlitośni. Zawiódł Vince Vaughn, który zastąpił wielkiego Anthony’ego Perkinsa w roli Normana Batesa, jednak za głównego winnego klęski filmu uznano Van Santa – nawet nie ze względu na złą reżyserię (choć uhonorowała go akademia przyznająca Złote Maliny), ale za sam pomysł próby zrealizowania arcydzieła kina na nowo.


Van Sant tłumaczył, że właśnie dlatego zdecydował się na remake "Psychozy", żeby sprawdzić, czy można nakręcić film, zachowując wierność oryginałowi. I przyznawał, że zamiar się nie powiódł.

"Psychol" pozostaje ciekawostką dla koneserów kina chcących porównać film Van Santa z wersją oryginalną. Ale paradoksalnie może się spodobać widzom, którzy oryginału nie widzieli. Po raz pierwszy widziałem "Psychola" w kinie blisko dwanaście lat temu i pamiętam krzyki przerażenia, które wyrwały się kilku dość młodym widzom, najwyraźniej niemającym wcześniej okazji do obejrzenia "Psychozy". Hitchcock nadal straszy – nawet podrabiany.

PSYCHOL | USA 1998 | reż. Gus Van Sant | Canal+ | poniedziałek, godz. 21.00

PSYCHOZA TRWA

Stephen Rebello*: Hitchcock, po tym jak stał się wielką gwiazdą dzięki swoim filmom z lat 40. – wysokobudżetowym, kręconym w technikolorze – traktował "Psychozę" jako rodzaj eksperymentu. Chciał spróbować czegoś nowego, ale też taniego – w każdym sensie. Sięgnął po gatunek bliski horrorowi, pragnąc pokazać, że z odpowiednim talentem można z niego uzyskać coś dobrego. W jego zamyśle to miał być przełom – chciał, aby "Psychoza" wyglądała, brzmiała i dawała inne wrażenia niż jego eleganckie filmy oparte na suspensie. Wyczuwał, że w kinie nadchodzi zmiana, czas większej brutalizacji, i chciał, by jego film był nowoczesny, a nawet ten trend wyprzedzał. Stworzył dzieło klasyczne. not.